Szczęście i pech Augustyniaka
Widzew nie wygrał czterech poprzednich meczów w Ekstraklasie. W dodatku odpadł z rozgrywek o Puchar Polski. W efekcie w środę pracę w Łodzi stracił Aleksandar Vuković. Zastąpił go Mateusz Stolarski, który miał tylko dwa dni na przygotowanie zespołu do występu w stolicy.
Legia od pierwszego gwizdka sędziego mocno ruszyła do przodu. W 19. minucie objęła prowadzenie. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym do siatki Widzewa trafił Rafał Augustyniak. Trzeba jednak zaznaczyć, że w tej sytuacji katastrofalny błąd popełnił Bartłomiej Drągowski.
Radość gospodarzy nie trwała długo. Ledwie dwie minuty później w głównej roli znów wystąpił Augustyniak. Tym razem obrońca Legii miał pecha. Próbując przeciąć dośrodkowanie skierował piłkę do bramki swojego zespołu.
Widzew trafił w słupek, Legia w poprzeczkę
Od tego momentu mecz się jeszcze bardziej ożywił. Goście, którzy do tej pory rzadko przedostawali się na połowę Legii, śmielej zaatakowali. Blisko strzelenia drugiego gola dla Widzewa był Fran Alvarez. Hiszpan pomylił się o centymetry. Po jego uderzeniu stołecznych piłkarzy przed utratą bramki uratował słupek.
Chwilę później szczęście uśmiechnęło się do łodzian. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Augustyniak trafił w poprzeczkę.
Legia nie wykorzystała szansy
W drugiej połowie tempo gry jeszcze wzrosło. Jedni i drudzy dążyli do przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę. Okazji nie brakowało. Kilkukrotnie groźnie robiło się pod jedną i drugą bramką. Brakowało jednak precyzji, albo obrońcy swoimi ofiarnymi interwencjami blokowali piłce drogę do siatki.
Ostatecznie wynik już nie uległ zmianie. Mecz zakończył się sprawiedliwym remisem, ale podział punktów nie zadowala żadnej z drużyn. Legia nie wykorzystała szansy wskoczenia na fotel lidera. Aktualnie jest duga i do pierwszego Górniak Zabrze traci dwa punkty. Zespół ze Śląska ma jednak o jeden mecz mniej rozegrany. Natomiast Widzew zgromadził osiem "oczek" i zajmuje 8. pozycję w Ekstraklasie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
