W ostatniej kolejce Lechia pokonała w Szczecinie Pogoń 4:3, ale wcześniej gdańszczanie, po raz pierwszy w tym sezonie, ponieśli dwie kolejne porażki – 2:4 na wyjeździe z Cracovią oraz u siebie 0:2 z Piastem Gliwice.

„Jak widać w piłce wiele się może wydarzyć w tydzień, dlatego cały czas trzeba się mieć na baczności. Poza tym w sporcie bardzo ważna jest odpowiedź i po tych niepowodzeniach odpowiedzieliśmy we właściwy sposób. Zwycięstwo nad Pogonią dało nam dużo pewności siebie, bo ważniejsze od tego, jak się upada jest to, jak się wstaje. Po tych dwóch porażkach wstaliśmy z kolan i wierzę, że jesteśmy teraz silniejsi” – przyznał.

Z kolei Legia uległa w Poznaniu Lechowi 0:1 i gdańszczanie, kosztem zespołu z Warszawy, wrócili na pozycję lidera.

„Dzięki temu zapowiada się pasjonująca końcówka ligi. Cieszę się, że to właśnie Lechia sprawia, że emocje sięgają zenitu. W zeszłym sezonie emocje w naszym wykonaniu również były bardzo duże, ale na przeciwnym biegunie tabeli” – przypomniał.

Szkoleniowiec biało-zielonych przekonuje, że jego zespół przystąpi do sobotniej konfrontacji z mistrzem Polski, która rozpocznie się o 20.30, bez bojaźni.

„Nie boimy się nikogo i dobrze się czujemy grając takie mecze. Z pewnością warszawska drużyna elektryzuje kibiców, ale nie nas. Cieszymy się, że gramy akurat z Legią, bo to spotkanie będzie w Polsce piłkarskim świętem. Jesteśmy pozytywnie nastawieni, bo mamy świadomość, że maksymalnie wykorzystujemy swój potencjał i zapracowaliśmy sobie na obecną pozycję” – dodał.

Dotychczasowe mecze pomiędzy tymi zespołami, 4 sierpnia w stolicy i 9 grudnia w Gdańsku, zakończyły się bezbramkowymi remisami.

„Zamierzamy kontrolować mecz, ale nie chcę niczego obiecywać. Spotkania z małą liczbą bramek też mogą być pasjonujące i dziwią mnie głosy ekspertów, że kiedy nic się jeszcze nie wydarzyło, oni już płaczą, że będzie to kolejny mecz na zero zero. Przykro mi słuchać głosów malkontentów, bo ja spodziewam się, że będzie to świetna konfrontacja z dużą jakością, bo w końcu lider rywalizuje z wiceliderem. Nasza gra ofensywna wygląda coraz lepiej i jestem spokojny, że kibice będą świadkami pięknego widowiska” – stwierdził.

Lechia stanie w najbliższych dniach przed historyczną szansą, bo wygrana z Legią z pewnością przybliży zespół do pierwszego w dziejach klubu mistrzostwa Polski. Biało-zieloni mają szansę na dublet, bowiem w czwartek zmierzą się z Jagiellonią Białystok na PGE Narodowym w Warszawie w finale krajowego pucharu.

„Nie mamy poczucia, że uczestniczymy w czymś przygniatającym nas. Normalnie podchodzimy do tego, trenujemy i przygotowujemy się jak do każdego meczu. Większe emocje pojawią się zapewne przed pierwszym gwizdkiem, natomiast przygotowania przebiegają rutynowo. Potrzebne są nam teraz spokój i stabilność, a nie dodatkowa presja. Zresztą nie traktujemy tych konfrontacji na zasadzie, że mamy coś do stracenia. Interpretujemy je tak, że możemy tylko wiele zyskać” – podkreślił.

W sobotnim meczu w ekipie obrońców tytułu zabraknie pauzujących za żółte kartki Marko Vesovica i Cafu. Z kolei trener Aleksandar Vukovic, który pod koniec konfrontacji z Lechem odesłany został przez arbitra na trybuny, decyzją Komisji Ligi obejrzy także z tej perspektywy spotkanie w Gdańsku.

„Absencja jednego czy dwóch zawodników może, za sprawą ich zmienników, na konkretną drużynę podziałać na plus. Jeśli chodzi o trenera, nie jest to komfortowa sytuacja, bo kontakt z zespołem jest utrudniony. Szkoleniowiec nie może poruszać się po strefie szatni, ale nie widzę w tym przypadku specjalnego handicapu dla nas” – skomentował.

Trener lidera ekstraklasy nie narzeka na intensywną końcówkę sezonu.

„Teraz trzeba odpowiednio łączyć pracę z odpoczynkiem, ale obecnie każda drużyna boryka się z różnymi problemami. Chociażby Artur Sobiech gra od meczu z Piastem z założonymi na nodze siedmioma szwami, ale na tym etapie jeńców się już nie bierze” – podsumował.

Organizatorzy szacują, że spotkanie Lechii z Legią powinno obejrzeć około 25 tysięcy widzów.