Wiślacy do stolicy Wielkopolski przyjechali w mocno przetrzebionym składzie. Przeciwko poznaniakom musieli sobie radzić m.in. bez Lukasa Kelemenza, Macieja Sadloka (obaj musieli pauzować za kartki) oraz kontuzjowanych Jakuba Błaszczykowskiego, Dawida Niepsuja, Jakuba Bartosza, Aleksandra Buksy i Pawła Brożka. Z konieczności na prawej obronie wystąpił Rafał Boguski, a w ataku trener Maciej Stolarczyk postawił na dwójkę młodzieżowców – Przemysława Zdybowicza i Kamila Wojtkowskiego.

Opiekun "Kolejorza" ma akurat zupełnie inny ból głowy. Kadra jego drużyny jest tak szeroka, że poza składem meczowym znaleźli się m.in. Maciej Makuszewski i Pedro Tiba, a drugi z Portugalczyków Joao Amaral rozpoczął spotkanie na ławce.

Mecz zapowiadał się obiecująco, pierwsi odważniej zaatakowali goście, dając sygnał, że nawet bez kilku kluczowych piłkarzy, chcą walczyć o pełną pulę. Groźnie strzelał Wojtkowski, ale trafił w boczną siatkę, a Marcin Grabowski próbował zaskoczyć Mickey’a van der Harta z rzutu wolnego. Potem przewagę uzyskał Lech, sporo ataków inicjowali Kamil Jóźwiak i Robert Gumny. Z kolei Darko Jevtic starał się znaleźć w polu karnym Christiana Gytkjaera. Duńczyk był jednak pieczołowicie pilnowany przez defensorów krakowskiego zespołu.

Gospodarze częściej byli w posiadaniu piłki, ale też nie potrafili stworzyć choćby jednej stuprocentowej okazji. Z pomocą przyszedł... obrońca gości Marcin Grabowski, który stracił piłkę na wysokości swojego pola karnego. Jóźwiak dostrzegł Jevticia, który przypomniał kibicom, że lewą nogą potrafi uderzać z precyzją szwajcarskiego zegarka.

Krótko po przerwie lechici mogli podwyższyć rezultat, nieźle wyprowadzony kontratak Jakub Moder zakończył strzałem w bramkarza Michała Buchalika. Poznaniacy nie rezygnowali jednak i szukali drugiego gola, tym bardziej, że wiślacy zostawiali gospodarzom coraz więcej swobody w środku pola i pod swoją bramką.

Piłkarze "Białej Gwiazdy" sporadycznie próbowali atakować bramkę rywala, ale z każdą minuta brakowało im sił i wiary. W defensywie też zaczęli popełniać coraz więcej błędów. W 73. minucie Jakub Kamiński strzelił niezbyt mocno, ale Buchalik sparował piłkę przed siebie. Tam już czekał na nią Gytkjaer, który zanotował siódme trafienie w tym sezonie.

Minęły zaledwie cztery minuty, kiedy to Jóźwiak nie zmarnował sytuacji sam na sam i swój znakomity występ przypieczętował golem. Znakomitą asysta popisał się Amaral. Wynik ustalił 17-letni Marchwiński, który wykorzystał kolejny fatalny błąd Grabowskiego, minął dwóch rywali i pewnie pokonał Buchalika.

Lech Poznań - Wisła Kraków 4:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Darko Jevtic (40), 2:0 Christian Gytkjaer (73), 3:0 Kamil Jóźwiak (77), 4:0 Filip Marchwiński (84)
Żółta kartka - Lech Poznań: Christian Gytkjaer, Karlo Muhar, Tymoteusz Puchacz. Wisła Kraków: Vukan Savicevic, Kamil Wojtkowski
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 15 089
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny, Lubomir Satka, Dorde Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz - Kamil Jóźwiak, Karlo Muhar, Darko Jevtic (71. Joao Amaral), Jakub Moder, Jakub Kamiński (80. Filip Marchwiński) - Christian Gytkjaer (84. Paweł Tomczyk)
Wisła Kraków: Michał Buchalik - Rafał Boguski, Marcin Wasilewski, Rafał Janicki (46. Dawid Szot), Marcin Grabowski - Jean Carlos Silva, Vullnet Basha (76. Chuca), Vukan Savicevic, Michał Mak - Przemysław Zdybowicz (64. Krzysztof Drzazga), Kamil Wojtkowski