Bawarczycy do meczu z zajmującą dopiero siódme miejsce w hiszpańskiej lidze Sevillą przystąpili bez kontuzjowanego Austriaka Davida Alaby, a w 36. minucie urazu doznał Chilijczyk Arturo Vidal. Z kolei w ekipie gospodarzy zabrakło m.in. Argentyńczyków Gabriela Mercado i Evera Banegi.
W pierwszej połowie Sevilla - grająca w tej fazie najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie po raz pierwszy od 60 lat - sprawiała dobre wrażenie, a odcięty od podań Lewandowski nie miał możliwości oddawania strzałów.
W 20. minucie idealnej sytuacji nie wykorzystał Pablo Sarabia. Hiszpański pomocnik, mając przed sobą tylko bramkarza i dobrze ustawioną piłkę, nie trafił do siatki.
Dwanaście minut później ten sam piłkarz już się nie pomylił i gospodarze objęli prowadzenie.
Sevilla lead against Bayern, great goal! #SEVBAY #SevillaBayern pic.twitter.com/7OO9tT3C0M
— Rambo (@WelshRamsey) 3 kwietnia 2018
Bawarczycy w tej części gry rzadko atakowali, ale wkrótce po stracie gola... wyrównali. Bramka padła w dość przypadkowych okolicznościach. Z lewej strony dośrodkował Francuz Franck Ribery, a lot piłki tak pechowo przeciął Jesus Navas, że trafił do własnej bramki.
W drugiej połowie role się odwróciły - Bayern osiągnął zdecydowaną przewagę i gol dla gości wydawał się tylko kwestią czasu. Gospodarze nie mieli w tej części praktycznie nic do powiedzenia. Być może zaczęli odczuwać trudy sobotniego meczu ligowego z Barceloną (2:2) oraz intensywnego tempa gry w pierwszej części z Bayernem.
Mistrzowie Niemiec dopięli swego w 68. minucie, gdy z bliska bramkarza gospodarzy pokonał Hiszpan Thiago Alcantara.
W 83. minucie technicznym strzałem z odległości kilkunastu metrów popisał się Lewandowski, ale piłka minęła słupek. Poza tym polski napastnik - skutecznie pilnowany przez rywali - rzadko był przy piłce, praktycznie nie miał dogodnych okazji.
W poprzedniej rundzie Sevilla niespodziewanie wyeliminowała Manchester United, ale teraz jej szanse przed rewanżem w Monachium są iluzoryczne. Prezentujący znakomitą dyspozycję Bawarczycy kilka dni temu pokonali u siebie Borussię Dortmund aż 6:0.
Drugi wtorkowy mecz okrzyknięto szlagierem 1/4 finału. Juventus grał z Realem, któremu w finale poprzedniej edycji Ligi Mistrzów uległ 1:4. We wtorek znów przegrał, tym razem 0:3. Rezerwowym bramkarzem gospodarzy był Wojciech Szczęsny.
Bohaterem spotkania okazał się, co zresztą nie jest niespodzianką, najlepszy piłkarz minionego roku Cristiano Ronaldo. Już w trzeciej minucie sprytnym strzałem wyprowadził "Królewskich" na prowadzenie.
Na 2:0 Portugalczyk podwyższył w 64. minucie, a jego trafienie będzie zapewne kandydować do miana bramki roku. Ronaldo popisał się pięknym strzałem przewrotką, po którym doświadczony Gianluigi Buffon nie miał żadnych szans.
Juventus fans are on their feet applauding Cristiano Ronaldo. What a Golazo to make it 2-0 👇🏻 pic.twitter.com/AYIlRGZMBv
— Real Madrid Lebanon (@RealMadridLeb) 3 kwietnia 2018
To czternasty gol Portugalczyka w obecnej edycji Ligi Mistrzów, a łącznie 119. w historii jego występów w tych elitarnych rozgrywkach.
Wkrótce po golu na 2:0 dla Realu sytuacja Juventusu stała się jeszcze trudniejsza. Drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Argentyńczyk Paulo Dybala.
W 72. minucie wynik spotkania, po szybkiej wymianie podań, ustalił Brazylijczyk Marcelo.
Rewanże w tych parach odbędą się 11 kwietnia.
W środę faworyzowana Barcelona zagra na Camp Nou z Romą, której rezerwowym bramkarzem jest Łukasz Skorupski.
Tego samego dnia odbędzie się rywalizacja dwóch angielskich drużyn - Liverpool zmierzy się przed własną publicznością z Manchesterem City. Goście są bezkonkurencyjni w krajowej ekstraklasie, ale w środę nie będą mogli wystawić Sergio Aquero, który jeszcze nie wrócił do pełni sił po kontuzji.
Losowanie par półfinałowych odbędzie się 13 kwietnia. Pierwsze mecze tej fazy 24-25 kwietnia, a rewanże 1-2 maja. Finał zostanie rozegrany 26 maja w Kijowie.