Grupa młodych fanów Borussii czekała na Lewandowskiego pod domem. Kibice zaczęli go wyzywać. Jeden z fanów twierdzi, że rozwścieczony piłkarz wyszedł z samochodu i uderzył go w twarz. Polski zawodnik ma zupełnie inną wersję wydarzeń - pisze "Przegląd Sportowy". Gracz reprezentacji Polski twierdzi, że to prowokacja, która ma zaszkodzić mu przed przejściem z Borussii do Bayernu. Wyjaśnia, że podszedł do kibica, powiedział mu "No i po co to mówisz" i odszedł.
W Internecie pojawiło się też oświadczenie piłkarza. - czytamy na profilu Lewandowskiego na Facebooku.
Sprawą zajęła się policja z Dortmundu. - wyjaśnia "Przeglądowi Sportowemu" rzecznik policji, Kim Freigang.
Władze klubu stają po stronie Roberta Lewandowskiego. Rozmawiałem z Robertem na ten temat i mu wierzę. Został obrażony w niewyobrażalny sposób. W pełni go popieramy i stoimy za nim - mówił niemieckim dziennikarzom Hans-Joachim Watzke, dyrektor sportowy Borussii.