Mecz pod dyktando "Czerwonych Diabłów"
Po dwóch remisach - z Egiptem 1:1 i Iranem 0:0 - mocno krytykowana Belgia musiała wygrać z Nową Zelandią, by nie oglądając się na wynik starcia poprzednich rywali zapewnić sobie miejsce w 1/16 finału. Piłkarze z Oceanii, z jednym punktem na koncie, również mieli szansę na awans i musieli walczyć o zwycięstwo.
Mecz w Vancouver od początku toczył się pod dyktando "Czerwonych Diabłów", wśród których wyróżniał się Leandro Trossard. W 11. minucie napastnik Arsenalu Londyn wbiegł w pole karne i trafił z ostrego kąta w wewnętrzną część słupka. Piłkę z linii bramkowej wybił Tyler Bindon.
Dziesięć minut później po uderzeniu Trossarda piłka odbiła się od ręki jednego z Nowozelandczyków. Po analizie VAR sędzia nie przyznał jednak rzutu karnego.
Wreszcie w 28. minucie Belgowie dopięli swego. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Trossard, który ma tylko 172 cm wzrostu, wykazał się sprytem wśród rosłych obrońców nowozelandzkich i z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. W pierwszej połowie wynik mogli podwyższyć Jeremy Doku, który wrócił z krótkiej wizyty w Anglii, gdzie był przy narodzinach syna, oraz Charles De Ketelaere.
91. bramka Lukaku w reprezentacji
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Przewaga Belgów jeszcze wzrosła, czego efektem była druga bramka Trossarda (50.) oraz trafienie z dystansu Kevina De Bruyne (66).
Nowozelandczycy odpowiedzieli golem Elijaha Justa, już trzecim na tym mundialu, ale riposta Belgów była błyskawiczna - wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Romelu Lukaku strzałem głową z pięciu metrów nie dał szans bramkarzowi rywali. Była to jego 91. bramka dla drużyny narodowej. W doliczonym czasie gry rezultat ustalił Alexis Saelemaekers.
Trzecia drużyna mundialu w Rosji w 2018 roku wreszcie zagrała tak, jak oczekiwali od niej kibice. W 1/16 finału Belgia zmierzy się 1 lipca w Seattle z nieznanym jeszcze przeciwnikiem.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.