Marciniak podyktował rzut karny dla Iranu
Sytuacja w tabeli przed tym spotkaniem była dość klarowana. Egipcjanom byli już pewni awansu do 1/16 finału, a zwycięstwo dawało im pierwsze miejsce w grupie. Irańczycy z kolei musieli wygrać, by być pewnym gry w dalszej części turnieju. Remis oznacza dla nich niepewność - muszą czekać na rozstrzygnięcia w ostatnich meczach. Faraonowie wywalczyli natomiast historyczny awans do fazy pucharowej.
Pierwszy kwadrans meczu był bardzo dynamiczny. Jedna z pierwszych akcji piłkarzy z północnej Afryki przyniosła im prowadzenie. Bramkarz Alireza Beiranvand na moment zażegnał niebezpieczeństwo wybijając piłkę. Potem jednak miał trochę pecha, bowiem zamykający akcję Mahmoud Saber strzelił mu między nogami.
Kilka minut później w polu karnym Egipcjan niezbyt rozsądnie zachował się Mohamed Abdelmoneim. Obrońca chciał zagrywać, ale Mehdi Taremi uprzedził go i zdążył trącić piłkę, a rywal trafił go butem w stopę. Prowadzący zawody Szymon Marciniak momentalnie pokazał na "wapno", a arbitrzy z wozu VAR tylko potwierdzili jego decyzję. Rzutu karnego nie wykorzystał sam poszkodowany - Shoubir wyczuł jego intencje.
Egipt przeważał po przerwie
Irańczycy nie załamali się takim obrotem sprawy, bowiem w 14. minucie Ramin Rezaeian wykończył składną akcję swojego zespołu trafiając do siatki z bardzo ostrego kąta. Spotkanie się wyrównało, oba zespoły jednak nie kalkulowały i szukały okazji do objęcia prowadzenia. Mahmud Hassan Trezeguet uderzył z dystansu, ale Beiranvand był na posterunku.
Po zmianie stron Egipcjanie przeważali i momentami zamykali rywala na jego własnej połowie. Mohamed Salah szukał swojego drugie gola na tych mistrzostwach, ale brakowało mu jednak dokładności w polu karnym, czy dobrego, ostatniego podania. Wprowadzony w miejsce Salaha Zizo także sprawiał nieco więcej kłopotów defensywie Iranu, ale wynik się nie zmieniał.
VAR pomógł Marciniakowi
Persowie byli świadomi, że podział punktów nie daje im gwarancji awansu, ale też nie byli konstruować składnych akcji. Egipt w końcówce nie był już tak zdeterminowany, a Irańczycy dopiero w samej końcówce rzucili wszystko na jedną kartę.
W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Iran trafili do siatki, strzelec gola Shoja Khalilzadeh dostał nawet żółtą kartkę za zdjęcie koszulki, lecz ich radość nie trwała długo. Po wideoweryfikacji okazało się, że finalizujący akcję irański obrońca był na pozycji spalonej.
To nie była ostatnia szansa Irańczyków na zwycięstwo - cztery minuty później Rezaeian był w doskonałej sytuacji, ale jeden z obrońców Egiptu ofiarnym wślizgiem zablokował strzał. W kolejnej akcji po uderzeniu głowa Ezatolahiego, poprzeczka uratowała Faraonów od utraty gola.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.