Dziewięć zmian w składzie Argentyny
Przed meczem w Arlington sytuacja obu drużyn była jasna. Argentyna już wcześniej zapewniła sobie awans do 1/16 finału z pierwszego miejsca w grupie J, natomiast debiutująca w mundialu Jordania żegnała się z turniejem.
Nic więc dziwnego, że trener obrońców tytułu Lionel Scaloni dokonał aż dziewięciu zmian w składzie w porównaniu z meczem z Austrią (2:0). Z tamtej jedenastki pozostali tylko bramkarz Emiliano Martinez i napastnik Lautaro Martinez. Na ławce pozostał m.in. najlepszy strzelec w historii mistrzostw świata Lionel Messi.
Rzut karny po interwencji VAR
Nawet jednak "rezerwowy" skład Argentyńczyków robił wrażenie, roiło się w nim od gwiazd, a potwierdzeniem był przebieg pierwszej połowy. Faworyci prowadzili 2:0, strzelając oba gole ze stałych fragmentów gry.
W 19. minucie objęli prowadzenie po trafieniu z rzutu wolnego Giovaniego Lo Celso, a w 31. podwyższył Martinez, pewnie wykonując rzut karny, podyktowany po interwencji VAR za faul (kopnięcie w twarz).
Przewaga Argentyńczyków i łatwość, z jaką rozgrywali piłkę sprawiły, że wyszli na drugą połowę chyba zbyt pewni siebie, a może zbyt rozluźnieni.
Messi śrubuje kolejny rekord
W defensywie pozwalali na coraz więcej rywalom i w efekcie stracili pierwszego gola w tym turnieju. W 55. minucie, po składnej akcji Jordańczyków, do siatki trafił Mousa Al-Tamari.
Zapachniało sensacją, ale wkrótce potem trener Scaloni wpuścił na boisko trzech piłkarzy, w tym Messiego, dla którego był to 29. mecz na mundialu. 39-latek śrubuje więc kolejny ze swoich niesamowitych rekordów.
W 80. minucie zapisał na swoim koncie następne osiągnięcia. Skutecznie wykonał rzut wolny (bramkarz Jordanii, choć piłka przeszła tuż obok niego, w ogóle nie zareagował), zdobywając swoją 19. bramkę w historii mundiali, a szóstą w tym turnieju. Przy okazji Messi zaliczył trafienie w siódmym z rzędu meczu MŚ, co również jest rekordem.
Wynik już się nie zmienił, Argentyna zagra w 1/16 finału z Republiką Zielonego Przylądka. Z drugiego miejsca w grupie J wyszła Austria, a z trzeciego Algieria.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.