Zespół z Afryki nie przestraszył się Anglików
Dla Demokratycznej Republiki Konga, dla której jest to drugi występ na mistrzostwach, już sam awans do fazy pucharowej był historycznym sukcesem. W 1974 roku, jeszcze pod nazwą Zair, przegrała wszystkie trzy mecze w grupie, m.in. 0:9 z Jugosławią, a łącznie miała bilans bramek 0-14. Teraz Afrykańczycy zaczęli od niespodziewanego remisu z Portugalią 1:1, następnie ulegli Kolumbii 0:1 i pokonali Uzbekistan 3:1.
Trener Sebastien Desabre zapowiedział, że jego zespół przyjechał do Atlanty nie tylko, aby rozegrać mecz z Anglią, ale aby powalczyć o spełnienie swoich marzeń. I jak zapowiedział, tak było.
DRK nie przestraszyła się wielkiego rywala, od początku grała odważnie i starała się budować ataki, a nie tylko wybijać piłkę. Szybko przyniosło to efekt, bo nie minęło osim minut, a Les Leopards (Lamparty) cieszyły się z gola. Żaden z Anglików nie przeciął podania i piłkę z lewej strony pola karnego przejął Brian Cipenga. Napastnik hiszpańskiego CD Castellon długo się nie zastanawiał, huknął na bliższy słupek i zrobiło się 1:0. Wydaje się, że lepiej mógł się zachować bramkarz Jordan Pickford.
Wissa zmarnował stuprocentową okazję
Gol nie zmienił nastawienia zespołu z Afryki, który nadal starał się grać odważnie i trzymać rywali jak najdalej od własnego pola karnego. Anglicy natomiast sprawiali wrażenie zaskoczonych i dopiero po pół godzinie wypracowali sytuację bramkową. Po dośrodkowaniu z prawej strony w idealnej sytuacji znalazł się Jude Bellingham, ale Lionel Mpasi popisał się świetną interwencją.
Bramkarz na co dzień występujący w La Havre z czasem zaczął wyrastać na postać meczu. Obronił w nieprawdopodobny sposób strzał Bellinghama i Harry Kane też nie potrafił go pokonać strzałem z kilku metrów.
Anglicy przeważali, ale swoją okazję miała też Demokratyczna Republika Konga. Po kontrataku i dośrodkowaniu z prawej strony Yoane Wissa musiał tylko dobrze dostawić nogę, ale tego nie uczynił i zamiast do siatki, trafił w słupek. To powinien być gol.
Kane zaliczył dublet
Drugą połowę Afrykańczycy zaczęli podobnie jak pierwszą, czyli odważnie atakując, ale tym razem bez efektu bramkowego. Z czasem ciężar gry zaczął przesuwać się coraz bliżej bramki Demokratycznej Republiki Konga. Momentami cały zespół trenera Desabre bronił się we własnym polu karnym.
Anglicy cierpliwie nacierali i w końcu się doczekali. Po kolejnym dośrodkowaniu Kane zgubił krycie i strzałem głową z bliska doprowadził do remisu. Mpasi tym razem był bez szans.
Szczelna do tego momentu obrona Demokratycznej Republiki Konga zaczęła popełniać błędy, a Wyspiarze natarli jeszcze mocniej. Po przytomnym podaniu Anthony Gordona piłka trafiła do Kane’a, a ten huknął pod poprzeczkę i było 2:1.
Doświadczony zespół Anglii kontrolował mecz już do końca, nie dał sobie wydrzeć wygranej. W kolejnej rundzie zmierzy się z Meksykiem.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.