Jesteśmy mistrzami Europy, a to zobowiązuje. Owszem, nasza drużyna jest trochę osłabiona, ale przecież na Euro także jechaliśmy w niepełnym składzie. Może historia
się powtórzy. Nasz cel minimum to miejsce w pierwszej trójce. Oczywiście marzy mi się wygrana tego turnieju, ale będzie to trudne zadanie.
W poprzednich latach też wydawało się, że z wieloma drużynami nie będziemy mieli szans, a jednak to my schodziliśmy z parkietu jako zwycięzcy. Będziemy walczyć i cieszyć się siatkówką.
Możemy wygrać z każdym.
Nasza dyspozycja jest niezła, chociaż mieliśmy trochę za mało czasu, by poprawić wszystkie niedoskonałości. Spotkaliśmy się w środę wieczorem na krótkim zgrupowaniu w Bełchatowie, a
już w niedzielę wylecieliśmy do Japonii. Nie było dużo czasu na treningi, ale przecież znamy się od dawna. Jako drużyna nadal świetnie ze sobą współpracujemy, jest między nami chemia i
jeśli chodzi o zgranie, to nie ma z tym najmniejszych problemów.
I cieszy nas to tym bardziej, że sami sobie tę imprezę wygraliśmy.
Jesteśmy mistrzami Starego Kontynentu, nie musieliśmy czekać na żadną dziką kartę, występ w tym elitarnym gronie nam się po prostu należał.
Oczywiście, w końcu w 2006 r. zdobyliśmy tam wicemistrzostwo świata. Od tego czasu jeszcze trochę udało mi się w życiu wygrać, ale tamte sukcesy są już historią. Ja nie mam w zwyczaju
oglądać się za siebie. Medale wiszą w Pucku na zasłużonym miejscu, a ja gram w Skrze i myślę o przyszłości.
To niezwykle uciążliwe dla środkowych. Skrzydłowi wykonują bardzo dużo ataków, a rozgrywający nie może pokazać całego swojego kunsztu. "Złota formuła" to zabijanie
siatkówki i mam nadzieję, że nigdy nie wejdzie w życie. Jeśli światowe władze zdecydowałyby się tę regułę wprowadzić, to ludzie, którzy mają teraz po 30 lat, musieliby na nowo uczyć
się gry w siatkówkę.
*Daniel Pliński, środkowy Skry Bełchatów, mistrz Europy i wicemistrz świata, prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Złotym Krzyżem Zasługi i nadał mu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski