To był koszmar. Nie dość, że nasze siatkarki wracały z chińskiego Ningbo do Polski ponad 30 godzin, to na domiar złego już w Warszawie okazało się, że gdzieś im "wcięło" bagaże. Zostało im tylko to, co wzięły na pokład. Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle znajdą się ich bagaże.
Cała podróż była męczarnią. "Najpierw leciałyśmy z Ningbo do Hongkongu. Tam musiałyśmy czekać na lot do Paryża, gdzie znów sześć godzin czekałyśmy na samolot do Warszawy" - żaliła się kapitan reprezentacji Dorota Świeniewicz.
Ale najgorsze było na końcu. Gdzieś zgubiły bagaże. "Najgorsze, że wszystko strasznie długo trwało. Trzeba było spisać protokoły, załatwić wszystkie formalności. A najgorsze, że nawet nie wiadomo, gdzie są te nasze bagaże i kiedy do nas trafią. Teraz musimy czekać" - dodała w rozmowie z "Super Expressem".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|