30 września polscy siatkarze obronili tytuł mistrzów świata. W finale w trzech setach pokonali wielką Brazylię. Po powrocie do kraju kadrowiczów zaprosił do kancelarii premiera szef polskiego rządu. Mateusz Morawiecki pogratulował biało-czerwonym sukcesy i obiecał im 2 miliony złotych na nagrody. 

Na tym nie koniec. Na trzy dni przed wyborami samorządowym premier zarządził, że przekaże dodatkowe 15 mln zł na wsparcie polskiej siatkówki. 12 mln zł z tej puli miało zasilić działania PZPS, a 3 mln zł trafić na konta mistrzów świata i sztabu trenerskiego - informuje gazeta.pl.

Środki w całości zostały przelane do Ministerstwa Sportu i Turystyki i na razie siatkarze na swoich kontach nie zobaczyli nawet złotówki. Dlaczego? Wszystko przez przepisy.

Aktualnie wysokość nagród dla sportowców ogranicza rozporządzenie z dnia 14 listopada 2017 r. ws. wyróżnień i nagród pieniężnych za wybitne osiągnięcia sportowe. Minister sportu, Witold Bańka zarządził, że w sportach objętych programem igrzysk olimpijskich (czyli także w siatkówce) może być przyznana nagroda w nie wyższej niż określona wysokość. Za zajęcie w mistrzostwach świata 1. miejsca: do 12-krotności kwoty bazowej (2,3 tys. zł), czyli w sumie do 27,6 tys. zł na głowę każdego z mistrzów świata. A dla osób ze sztabu trenerskiego połowę tego.

Obiecane przez szefa rządu nagrody miały być znacznie wyższe i przekroczyłyby narzucony przez ministra limit. Ministerstwo zatem nie może wypłacić wyższych nagród, jeśli szef resortu sportu nie zmieni własnego rozporządzenia sprzed roku - informuje gazeta.pl.