Polka przegrała o 0,26 s

Król-Walas miała w kwalifikacjach piąty czas, a w 1/8 finału pokonała Kanadyjkę Aurelie Moisan. W kolejnej rundzie miała w połowie trasy widoczną przewagę nad reprezentantką gospodarzy Lucią Dalmasso, ale w końcówce zachwiała się i ostatecznie przegrała o 0,26 s.

Reklama

Złość. Głównie złość. Jest mi po prostu smutno. Uważam, że było mnie stać na więcej, ale taki jest ten sport. Szkoda, bo prowadziłam cały czas ten przejazd i jeden błąd przed samą metą zdecydował, że to nie ja zdobyłam brązowy medal, tylko właśnie Włoszka - ubolewała 35-letnia snowboardzistka, która wystartowała w olimpijskich zmaganiach po raz czwarty.

Król-Walas będzie zła przez kilka dni

Jak wyjaśniła, o końcowym wyniku zdecydowało potknięcie na jednej z ostatnich bramek niebieskiej trasy. Poczułam jej oddech na plecach, że ona się zbliża, i wiedziałam, że trasa czerwona jest na dole trochę szybsza, więc chciałam pojechać jak najbliżej tyczki, a tam był już taki stożek śnieżny. Uderzyłam w niego, wyprostowałam się, a to było na płaskim, więc wytraciłam prędkość przed samą metą. Jak podjeżdżałam do mety, to już wiedziałam, że nic z tego nie będzie - relacjonowała.

Dalmasso awansowała później do wyścigu o trzecie miejsce i pokonała w nim swoją rodaczkę Elisę Caffont, wiceliderkę klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Żadne to pocieszenie dla mnie. Jakbym przegrała ze złotą medalistką, to może... Pewnie będę kilka dni zła. Muszę sobie odpocząć. Potem jeszcze zostały Puchary Świata, trzeba to dokończyć. Moja rodzina bardzo mnie wspierała, przyszła tutaj, kibicowała. Powiedzieli mi, że nic się nie stało, że dla nich i tak jestem wielka - podkreśliła Król-Walas.

Reklama

Sensacyjna porażka Ledeckiej

Jedną z największych niespodzianek, być może nawet w skali całych igrzysk, było odpadnięcie w ćwierćfinale faworytki - Czeszki Ester Ledeckiej. Triumfatorka tej konkurencji w dwóch poprzednich edycjach igrzysk do ostatnich metrów goniła Austriaczkę Sabine Payer, ale ostatecznie straciła do niej 0,06 s. Payer sięgnęła później po srebrny medal, a zwyciężyła inna Czeszka - Zuzana Maderova.

Nie spodziewałam się, że Ledecka nie wygra, ale wierzyłam w Sabine. Wiem, że ona się umie bardzo dobrze ścigać. Cieszę się, że pokonała Ester, bo przyjaźnię się z Sabine. Wygrała w tym sezonie kilka razy zawody Pucharu Świata i zasłużyła na to - oceniła Polka.

Podobnie jak inni reprezentanci Polski: Maria Bukowska-Chyc, Oskar Kwiatkowski i Michał Nowaczyk, którzy odpadli w kwalifikacjach, Król-Walas także nie chciała tłumaczyć swojego niepowodzenia czynnikami zewnętrznymi. Dobrze się czułam, podoba mi się ten stok, warunki były bardzo dobre. Trasa ustawiona nie pode mnie, bo bardzo na wprost, ja wolę bardziej jeździć carvingiem. Ale trzeba umieć wszystko, bo nigdy nie wiadomo, co ustawią na zawodach. Jest losowane, który trener ustawia, a my możemy tylko obejrzeć trasę - wyjaśniła.

Czwórka polskich snowboardzistów zakończyła już olimpijskie zmagania. W poniedziałek opuszczą Livigno, a zainteresowanie polskich kibiców przeniesie się przede wszystkim do Mediolanu (łyżwiarstwo szybkie i short track), Predazzo (skoki narciarskie) i Cortiny d'Ampezzo (narciarstwo alpejskie kobiet). Igrzyska potrwają do 22 lutego.