Adam Małysz uważa, że jego oba skoki konkursowe były dobre. "W finale nie wiedziałem, ile dokładnie skoczyłem. Skok wydawał mi się całkiem dobry - 115 metrów, to wcale nie jest najgorzej, bo wydaje mi się że w drugiej fazie miałem mocny wiatr w plecy i mnie <przyssało>. Ważna jest jednak wygrana. Tory dziś były bardzo kiepskie. Jeszcze w pierwszej serii nie były tak rozjechane, ale w drugiej serii jechało się na dojeździe jak w kołysce, strasznie trzęsło" - tłumaczy.

Małysz cieszy się ze swoich skoków. "Mój pierwszy skok był naprawdę dobry - co tu więcej dodać. Również drugi wydawał mi się całkiem przyzwoity, ale w końcówce poczułem jakby mnie ktoś chwycił i pociągnął na dół. W powietrzu były dość nieprzyjemne zawirowania" - ocenia.

Nasz mistrz obawiał się, czy dzisiejszy konkurs się odbędzie. "Przed konkursem obawialiśmy się, czy zawody dojdą do skutku, bo mocno wiało. Jednak to nie było zależne od nas, więc po prostu czekaliśmy. Na konkurs wyszedłem z hotelu dopiero na 20 minut przed konkursem" - relacjonuje zawodnik.

Małysz cieszył się, że poprawił osiągnięcie swojego idola z dzieciństwa, Niemca Jensa Weissfloga i wygrał 34. konkurs w karierze. "Cieszę się, że tak dobrze mi dzie. Czy uda mi się pobić rekord Mattiego Nykaenena? Wygranie 46. konkursów jest naprawdę niesamowitym osiągnięciem. Jeśli brano by pod uwagę konkursy letnie, to byłbym bliski tego. Czy uda mi się go pobić? Zobaczymy, trzeba naprawdę dobrze skakać" - mówi Małysz.