Dziennik Gazeta Prawana logo

Maciej Kot: Przed MŚ w Lahti nie mówiło się, że Polacy mogą wygrać, tylko, że muszą wygrać

4 marca 2017, 21:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Maciej Kot
Maciej Kot/PAP
Maciej Kot jest sportowcem, którego trudno zadowolić. W sobotę razem z kolegami zdobył złoty medal w drużynowym konkursie narciarskich mistrzostw świata w Lahti, a i tak po swoim skoku nie był w pełni szczęśliwy. "Dążymy do doskonałości" - podkreślił.

W drugiej serii warunki na skoczni z powodu wiatru znacznie się pogorszyły. Kiedy Kot siadał na belce biało-czerwoni wyraźnie prowadzili. Oddał skok więcej niż wystarczający. W jego grupie lepsi byli tylko Norweg Daniel Andre Tande i Niemiec Richard Freitag, ale nie na tyle by mogli myśleć o pokonaniu Polaków.

Choć wiadomo było, że Kamilowi Stochowi pozostanie tylko przypieczętować historyczny sukces, to Kot po wylądowaniu wyglądał na rozczarowanego.

"Czułem, że skok był dobry, ale warunki znów miałem złe. To było takie zrezygnowanie, bo chciałem chociaż w tym ostatnim konkursie cieszyć się dwoma dalekimi skokami, postawić taką kropkę nad +i+. Tymczasem znów mi wiało w plecy. Wiedziałem oczywiście, że to nie zaważy na zwycięstwie, że utrzymamy przewagę, ale po prostu tej radości aż takiej nie było. Wiadomo, że dążymy do doskonałości. Musiałem aż upewnić się, że przyczyną były złe warunki, a nie moje błędy" - przyznał.

Zgodnie z przewidywaniami po wylądowaniu Stocha triumf Polaków stał się faktem.

"Poczułem ulgę. Wszyscy znamy możliwości Kamila, ale przy jakimś ogromnym pechu mogliśmy złoty medal stracić. Nie mówię o jego złym skoku, tylko jakimś podmuchu wiatru, których w drugiej serii nie brakowało. To są skoki narciarskie. Dopóki zawodnik nie przekroczy linii upadku, nic nie jest pewne" - podkreślił.

Kot jest osobą, która nie boi się mówić wprost. Marzył o indywidualnym medalu w Lahti, ale na normalnym obiekcie był piąty, a na dużym szósty. Przed konkursem drużynowym zdradził, że w pełni zadowoli go w nim tylko złoto.

"Nic nowego jeśli chodzi o wywiady. Często jestem, że tak powiem, niepoprawny politycznie. Mówię czasem za dużo, albo zbyt szczerze, ale taki po prostu już jestem. Napięcie rosło z konkursu na konkurs, presja rosła. Przed tymi zawodami nie mówiło się, że Polacy mogą wygrać, tylko, że muszą wygrać. To gdzieś było w mojej głowie, ale poradziłem sobie z tym na swój sposób. Powiedziałem OK, skoro tak jest sprawa stawiana to wygramy. Głośno o tym mówiłem i cieszę się, że słowa zamieniły się w czyn" - zdradził.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj