- powiedział Stoch, którego słowa w obliczu sobotnich wydarzeń są wyjątkowo wyważone.
Cztery lata temu w Soczi był najlepszy w obu indywidualnych konkursach. Triumfować na igrzyskach dwa razy z rzędu na obiekcie normalnym nie udało się jeszcze nikomu. On jednak miał spore szanse tego dokonać.
Do Korei Południowej przyjechał jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W ostatnich dniach świetnie prezentował się na treningach i w kwalifikacjach. W sobotę natomiast po pierwszej serii zajmował drugie miejsce. Sensacyjnym liderem był Stefan Hula.
Od początku przeprowadzenie zawodów mocno utrudniał wiatr. Zaczęły się one o godzinie 21.35 czasu miejscowego, a skończyły po północy. Stoch w drugiej próbie miał wyjątkowego pecha. Z ponad dwudziestu czołowych zawodników trafił na najsłabsze podmuchy.
Chwilę później na belce usiadł Hula. Nie skoczył tak dobrze, jak w pierwszej serii, ale wydawało się, że stanie na podium. Ostatecznie był jednak piąty, bo według aparatury miał znacznie lepsze warunki od Stocha i odjęto mu więcej punktów za wiatr.
- szybko uciął temat.
Zwyciężył piąty po pierwszej serii Niemiec Andreas Wellinger. Drugie miejsce zajął Norweg Johann Andre Forfang, a trzecie jego rodak Robert Johansson, który awansował z 10. pozycji na półmetku.
Na 19. miejscu rywalizację zakończył Maciej Kot, a Dawid Kubacki nie zakwalifikował się do finału.
- podsumował Stoch.
W sobotę 17 lutego zawodnicy będą rywalizować na dużym obiekcie, a dwa dni później na nim odbędzie się konkurs drużynowy.