Nie, większy stres był latem. Tremę czułem przed Pucharem Kontynentalnym w Velenje. To była całkowicie nowa sytuacja, nowa grupa i pierwsze zawody. Jeszcze niewiele
trenowaliśmy, a cele mieliśmy ambitne. Teraz staram się podchodzić do tego spokojnie. Jeśli ktoś jedzie na konkurs jak na skazanie, to to nie ma sensu. Jeśli widać, że się cieszy i go to
bawi, to jest szansa na odniesienie sukcesu.
Robię to, czego przez lata się uczyłem. Nie potrafię ocenić, czy mam autorytet. Chłopaki mówią do mnie po imieniu, ale tak samo zwracali się do Hannu Lepistoe i Heinza Kuttina. Trudno, żeby
było inaczej, kiedy nie ma między nami wielkiej różnicy wiekowej, a spędzamy ze sobą po 200 dni rocznie. To więcej niż z rodzinami.
>>>Trener Austriaków: Najgroźniejszy będzie Małysz
Patrząc pod kątem przyszłego sezonu - olimpijskiego powinniśmy utrzymać możliwość wystawiania pięciu zawodników w zawodach. Natomiast jeśli chodzi o główne starty to najważniejsze
będą mistrzostwa świata w Libercu. Są dla nas szczególne, bo zostaną rozegrane prawie w Polsce. Liczymy, że ceny biletów nie wystraszą naszych kibiców i publiczność dopisze.
Trzeba mieć potencjał, żeby czegoś oczekiwać. W reprezentacji są zawodnicy, którzy mają ten potencjał. Pokazują to testy. Teraz problemem jest przeniesienie wyników testów na skocznię.
Nad tym pracujemy. Najbliżej tego na tą chwilę są Kamil Stoch i Łukasz Rutkowski, którzy już pokazali, że coś potrafią.
Staram się do wszystkich podchodzić tak samo. Znamy się długo, staram się by był to układ partnerski. Adam jest bardzo dobrym współpracownikiem. Jest bardzo pewny i zdeterminowany i to
wielkie ułatwienie dla każdego trenera.
>>>Małysz o krok od koczowania na lotnisku
Nie, wcale. Może ze dwa razy rozmawialiśmy, bo chciał być na bieżąco i znać sytuację. Jest przełożonym więc trudno mu się dziwić.
Z dobrych skoków. Wiem, że oczekuje się ode mnie konkretnych deklaracji, ale ja ich nie złożę.