Chwalińska w poniedziałek wróciła ze stolicy Francji. Na lotnisku w Warszawie witali kibice i dziennikarze. 24-latka cieszyła się wielkim zainteresowaniem mediów. Tenisistka odwiedziła m.in. studio "Dzień dobry TVN". W rozmowie z prowadzącymi Polka wróciła do przeszłości, a ta jak się okazało nie była kolorowa.
Za sukcesem na Roland Garros stoją lata wyrzeczeń, ciężkiej pracy i cierpień. Zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Chwalińska wyznała, że musiała mierzyć się z hejtem, ale nie tylko. Dostawał też groźby i wiadomości zawierające życzenia śmierci. Każdy tenisista je dostaje, to nie jest tak nagłaśniane. To już się zaczęło, odkąd miałam 17 lat. Pogróżki i hejty. Wiem, że teraz będzie tego więcej, bo porażek będzie dużo. T nieodłączna część sportu, ale jestem na tyle dojrzała, że wiem, by tego nie słuchać - podkreśliła tenisistka.
Chwalińska zapisała się w historii tenisa
Chwalińska jest pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu. Od 18 maja rozegrała tam 10 spotkań i całkowicie odmieniła swoje tenisowe życie. W sobotnim finale French Open Chwalińska przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Jednak po tej porażce nie czuła niedosytu. Znalazła się w centrum uwagi i wszyscy gratulują jej życiowego osiągnięcia.
Sukces Chwalińskiej w Paryżu był bardzo niespodziewany. Występ w finale oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu listy WTA awansowała ze 114. na 21. miejsce. Wcześniej nigdy nie plasowała się w najlepszej setce. Polska tenisistka nie jest jeszcze pewna gry w głównej drabince wielkoszlemowego Wimbledonu. Obecnie czeka na "dziką kartę".