Ostry początek Wieczystej
Piłkarze z Krakowa do Radomia nie przyjechali się tylko bronić. Początek meczu należał do ekipy spod Wawelu. Beniaminek najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju postawił twarde warunki. Dosłownie. Już po ośmiu minutach obaj stoperzy Wieczystej mieli w dorobku po żółtej kartce, a kilka chwil później Duje Dujmovic miał sporo szczęścia, że sędzia Jarosław Przybył nie pokazał mu drugiego kartonika w tym kolorze, co oznaczałoby wykluczenie z gry.
Kazimierz Moskal widząc co się dzieje wolał nie ryzykować i w już w 33. minucie dokonał zmiany. Dujmovica. zastąpił Antonio Milic. Chwilę wcześniej do siatki Radomiaka trafił Stefan Feiertag. Gol jednak nie został jednak uznany. Po analizie VAR arbiter odgwizdał spalonego.
Alves otworzył wynik. Grzesik podwyższył na 2:0
Żadnych wątpliwości nie było w 43. minucie. Składną akcję gospodarzy skutecznie wykończył Alves.
Przyjezdni dostali gola do szatni, a kolejnego stracili tuż po wyjściu z niej. W 49. minucie zawodnicy Radomiaka sprytnie rozegrali rzut rożny i Jan Grzesik podwyższył na 2:0.
Historyczny gol Feiertaga
Drugi stracony gol nie pozbawił ekipy z Krakowa ochoty do gry. Przyjezdni dążyli do zdobycia kontaktowej bramki. W 58. minucie cel udało się osiągnąć.
Autorem historycznego gola (pierwszego w Ekstraklasie) dla Wieczystej był Feiertag. Miguel Villar wyłożył Austriakowi piłkę jak na tacy i środkowy napastnik nie miał prawa tego nie trafić.
Wieczysta kończyła mecz w dziesiątkę
Gracze Wieczystej nie zadowolili się zmniejszeniem straty. Konsekwentnie próbowali iść po więcej. W 73. minucie byli bliscy wyrównania. Zabrakło im dosłownie centymetrów. Tobias Christensen obił słupek bramki Filipa Majchrowicza.
Mimo kolejnych okazji z obu stron wynik nie uległ już zmianie. Zmienił się za to stan liczebny w zespole gości. W doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Mikkel Maigaard.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
