Czy przywiozła ze sobą pani do Londynu wieczorową suknię i balowe buty?
W poniedziałek wieczorem jest przecież Bal Mistrzów Wimbledonu 2013.
Daleko? Chyba zostało tylko pięć dni?
Przed rokiem była pani tu w finale, a teraz od ćwierćfinałów
jest pani najwyżej notowaną uczestniczką w rankingu WTA Tour.
No nie, tu zdania są podzielone mniej więcej po połowie. A
jeśli chodzi o zakłady bukmacherskie, to jest pani dopiero druga, za
Lisicki, w kolejce do zwycięstwa w turnieju.
A w ostatnią niedzielę, która tradycyjnie była dniem wolnym w turnieju też nie?
Ale w razie zwycięstwa w Wimbledonie to czas na zakupy trzeba będzie znaleźć.
Czyli jednak pani o tym myśli?
Ale jest pani
wyżej w rankingu od rywalki, dobrze się pani czuje na trawie i była tu
przed rokiem w finale. Czy to nie są argumenty za awansem?
A czy ma pani ulubionego projektanta czy firmę, której wieczorowe sukienki lubi pani nosić?
Lisicki
była w półfinale Wimbledonu w 2011 roku i to jej najlepszy wynik w
Wielkim Szlemie. Pani przed rokiem doszła tu do finału, więc szlaki są
chyba bardziej przetarte niż u rywalki?
John McEnroe powiedział, że "bez Sereny
dziewczyny zorientowały się, że nie grają już tylko o drugie miejsce".
Jest w tym racja?
Już
ustaliliśmy, na podstawie bukmacherów, że jest nią Sabine Lisicki, a
dopiero druga w kolejce jest pani. A gdyby jednak potoczyło się inaczej,
to jaki kolor sukienki wybrałaby pani na Bal Mistrzów?
Czy wie pani, że podczas tego balu mistrzynię i mistrza Wimbledonu czeka wspólny taniec?
Co powiedziałby pani na taniec z Jerzym Janowiczem w poniedziałkowy wieczór?
No tak, ale przecież wcześniej trzeba będzie pomyśleć o wygodnych butach do tańca...
Jesteśmy umówieni?