Nie milkną pytania do Adama Małysza o jego sportową przyszłość. Po zdobyciu przez niego dwóch srebrnych medali olimpijskich w Whistler wszyscy zaczęli namawiać go, by przetrwał kolejne cztery lata i powalczył także w Soczi.

"Przypomnieć wam, co mówiliście cztery lata temu, po tym jak w Turynie zająłem siódme i czternaste miejsce?" - spytał Małysz dziennikarzy. "Tam było wręcz odwrotnie. Każdy czekał na to, że powiem, iż kończę karierę. Teraz każdy chce, bym skakał dalej. Myślę, że tym razem nie sprawię niespodzianki. Jeżeli tylko zdrowie mi pozwoli i dalej będę miał motywację, to chce skakać do mistrzostw świata w Oslo w przyszłym roku" - mówił polski mistrz.

A olimpiada Soczi? "Za wcześnie by o tym mówić. Cztery lata to naprawdę bardzo dużo czasu. Wyniki i kibice, którzy mnie ciągle proszą o to, bym dalej skakał, na pewno dodają mi skrzydeł" - powiedział "Orzeł z Wisły".

"Często słyszę, że w kolekcji brakuje mi olimpijskiego złota. Może i tak jest, ale ja naprawdę dużo już w tym sporcie osiągnąłem. Dostałem też podbudowującego smsa, w którym zapewniano mnie, że wprawdzie nie wywalczyłem złota, ale należy mi się platynowy - za zasługi" - mówił z humorem Polak.

Adam Małysz w sobotę sięgnął po swój czwarty olimpijski medal w karierze. Po brązie i srebrze osiem lat temu w Salt Lake City, zdobył w Whistler dwa srebra. Za każdym razem triumfował Szwajcar Simon Ammann.