Trener Kowalczyk Aleksander Wierietielny przyznał, że przedstawiciele norweskiej ekipy podeszli do nich i ich przeprosili za całe zamieszanie.

"Mocno się tłumaczyli, że oni nie zamierzali składać żadnego protestu, a do FIS zgłosili się tylko po to, by dokładnie obejrzeć nagranie. Nikt nie chciał tego, żeby Justynie zabrać medal. Wszystko zwalają na media, że to one podgrzewały atmosferę. Gdzie leży prawda, nie wiem" - powiedział.

Do zamieszania doszło, gdy zapis wideo pokazał, że Polka w biegu łączonym na 15 km, zamiast stylu klasycznego użyła łyżwowy. Tuż po biegu została wezwana do jury, by złożyć wyjaśnienia. Decyzja była jednoznaczna - do błędu doszło, ale nie miał on znaczenia na przebieg rywalizacji. Postanowiono zatem nie dyskwalifikować wicemistrzyni olimpijskiej w sprincie.

W Norwegii zawrzało. Czwarta była bowiem ich reprezentantka Kristin Stoermer Steira.