Pojedynek Adamka z Haumono był głównym wydarzeniem 7. gali Polsat Boxing Night w Ergo Arenie. Niespełna 41-letni „Góral” bez problemów pokonał starszego o rok i cięższego o ponad 11 kg Australijczyka 3:0 (99:91, 99:91, 100:90).

„Wydaje mi się, że pokazaliśmy boks, który mógł się podobać kibicom. To była czysta walka, bez klinczu, za to z wymianami ciosów. Nie czułem zagrożenia ze strony rywala i mogę powiedzieć, że to było z mojej strony 10 rund spokojnego boksu. Zadałem mnóstwo ciosów, zwłaszcza lewym prostych, bo mam rozbitą rękę, ale widać było, że Haumono to twardy zawodników. Tego się jednak spodziewałem, bo na Antypodach mieszkają tacy właśnie ludzie” - przyznał Polak.

Adamek nie ukrywa, że jego rywal dysponował bardzo mocnym uderzeniem. „Poczułem siłę jego ciosów w pierwszych rundach, kiedy przeszły mi przez rękawice. Gdybym dostał czysto na głowę zapewne znalazłbym się na podłodze. Byłem jednak szybki, a szybkiego Adamka trudno złapać. Dlatego wygrałem bez większego problemu” - ocenił.

Były mistrz świata zapewnił, że był do tej walki bardzo dobrze przygotowany. „To zasługa mojego nowego trenera Gusa Currena, który przez trzy tygodnie obozu dał mi solidnie w kość. To była radykalna zmiana, jakbym z wpadł zimnej do gorącej wody. Wtedy zdychałem, ale po ostatnim gongu nie czułem zmęczenia i mogłem walczyć jeszcze praz pięć rund” - dodał.

Do walki z Australijczykiem pochodzący z Żywca pięściarz przystąpił jednak z dwoma pękniętymi żebrami. Tej kontuzji nabawił się miesiąc przed pojedynkiem. „Nawet nie wiem, w jakich okolicznościach do niej doszło. Raczej nie podczas sparingów, bo to miejsce ochrania łokieć. Utrzymywałem tę informację w tajemnicy, bo nie chciałem zawieść kibiców. Pomyślałem, że jeśli zostałem mistrzem świata ze złamanym nosem, to tym bardziej mogę wygrać z pękniętymi żebrami” - wyjaśnił.

„Góral” zapewnił, że jest gotowy na podjęcie kolejnego wyzwania. „To nie jest koniec Adamka. Trzymam wagę, prowadzę się sportowo, a 40 lat w kategorii ciężkiej to nie jest dużo. Gdybym męczył się w walce z Haumono, trzeba byłoby kończyć, ale wyglądałem dobrze i jestem gotowy do następnego pojedynku. Do odważnych świat należy i mógłbym walczyć nawet jutro, ale w niedzielę wracam do rodziny. W domu nie było mnie przez dziewięć tygodni i chcę najpierw ukochać żonę i dzieci oraz trochę z nimi pobyć. Później planuję z Gusem trenować na Florydzie i po wakacjach będą gotowy do kolejnej walki” - podkreślił.

Adamek nie ukrywa, że chciałby jeszcze raz stanąć do pojedynku o mistrzowski pas. „Jeśli zakontraktują mi dobrą walkę i ją wygram, wszystko jest możliwe. Najważniejsze, aby było zdrowie i szybkość, bo na tym właśnie bazowałem i wygrywałem. Mateusz Borek ma dla mnie propozycję dużego pojedynku, ale szczegółów nie chcę zdradzać, bo on jest od promocji, a ja od walczenia. Za kilka tygodni wszystko będzie jasne. Jestem gotowy walczyć wszędzie. Jeśli +dutki+ będą się zgadzały, to jedziemy” - podsumował Adamek.