Przyszłam tu, bo wy na to zasługujecie (dziennikarze). Mimo porażki wciąż jestem profesjonalistką. To nie sztuka pojawić się na konferencji tylko po wygranych. Trzeba się też umieć pokazać po niepowodzeniach - zaznaczyła niedługo po walce.

Dziś płaczę, ale zaraz już płakać nie będę. Miałam wam powiedzieć, że w moich planach było wskoczenie do wyższej kategorii wagowej na jedną walkę. Ale teraz chcę odpocząć. Pracowałam ciężko podczas okresu przygotowawczego, chcę jechać do domu, do Polski. Pobyć z bliskimi. Tam też robię sporo rzeczy, które są dla mnie ważne. Porozmawiam z menedżerem, porozmawiam z Daną White. Myślę, że byłam i jestem dobrą zawodniczką dla UFC. Odzyskanie pasa to dla mnie zadanie numer jeden - zadeklarowała.

Jędrzejczyk w swych wypowiedziach nie szukała tłumaczeń.

Nie mogę zrzucić winy na otoczkę przed walką. UFC wysyłało mnie w kilka publicznych miejsc, ale to nie zajęło aż tak dużo czasu, żeby mieć jakiś wpływ na moją postawę. Przegrałam, bo Rose zadała dobry cios. Gratuluję jej. Cieszę się, że jej się udało. Taki to był wieczór. Cody, Michael i ja wszyscy przegraliśmy. Ale jesteśmy profesjonalistami i wrócimy silniejsi - dodała.

Zwyciężczyni pojedynku Namajunas podkreśliła, że mieszane sztuki walki to piękna dyscyplina.

Cieszę się, że mi się udało. Chcę pokazać światu, że nie trzeba się nienawidzić, nie trzeba rzucać mięsem, żeby być mistrzem. Za dużo jest wokół nas negatywizmu. Chcę być pozytywnym światłem i być może razem zmienimy świat. Mieszane sztuki walki to piękna dyscyplina, w której ważny jest szacunek i honor. Nie możemy o tym zapomnieć. Możemy ze sobą rywalizować, ale nie musimy sobie skakać do oczu. Jestem normalną dziewczyną. Ten pas mnie nie zmieni - oświadczyła.

Prezydent UFC Dana White przyznał, że przegrana Jędrzejczyk jest zaskoczeniem: Jej porażka to wielka niespodzianka. Kto jest lepszy, Ronda czy Joanna? Ronda ma rekord, więc... Gdyby Joanna dziś wygrała, pozwoliłbym jej dysponować dalej o swoim losie. A tak zobaczymy. Nie wiem jakie są jej najbliższe plany. Widziałbym ją w jakiejś walce loteryjnej. Rose była cicha i spokojna, w klatce zrobiła swoje.

W sobotę niepokonana dotychczas Jędrzejczyk rywalizowała z Namajunas, która w poprzednim roku przegrała z Karoliną Kowalkiewicz. Miał być rekord, miało być kolejne łatwe zwycięstwo. Zamiast tego przyszła szokująca i bolesna porażka. Polka nie przetrwała pierwszej rundy pojedynku z Rose Namajunas w Nowym Jorku. Kobieca waga słomkowa UFC ma od dziś nową mistrzynię.

Gala UFC powróciła na centralny Manhattan po niemal dokładnie roku. 12 listopada 2016 główną atrakcją historycznej, bo pierwszej w Wielkim Jabłku takiej imprezy, było starcie Conora McGregora i Eddie Alvareza. Emocji było co niemiara, ale dla Polaków bardziej liczył się pojedynek kobiecej wagi słomkowej pomiędzy Joanną Jędrzejczyk i Karoliną Kowalkiewicz. Górą ze starcia wyszła ta pierwsza i była to dla niej czwarta skuteczna obrona mistrzowskiego pasa UFC.

Potem - w maju bieżącego roku - olsztynianka walczyła w Ohio i znów nie dała sobie odebrać pasa. Jej przeciwniczką była groźna Brazylijka Jessica Andrade. Wygrana oznaczała, że stawką kolejnej walki dla Polki będzie nie tylko obrona pasa i utrzymanie miana niepokonanej w karierze, ale także pobicie rekordu legendarnej Rondy Rousey, która także skutecznie pięciokrotnie broniła swojego tytułu.

Okazja mogła nadarzyć się w Polsce, podczas październikowego UFC Fight Night 118 w Gdańsku, ale Joanna namówiła szefa UFC Danę White'a na powrót do Nowego Jorku. 30-letnia Polka chciała dokonać legendarnego wyczynu w legendarnej hali Madison Square Garden. Chcę pozostać niepokonana. Chcę, aby ludzie wymieniali mnie wśród najlepszych na świecie w historii nie tylko tego sportu - mówiła w sesjach medialnych Joanna "Champion".

Zadanie miało być stosunkowo łatwe. Jej przeciwniczką była bowiem Rose Namajunas, z pochodzenia Litwinka, urodzona 25 lat temu w Milwaukee. Ta sama, która w czerwcu 2016 nie sprostała Kowalkiewicz. Ta sama, która na dziewięć stoczonych walk przegrała aż trzy. Ta sama, którą Jędrzejczyk na dwa dni przed walką nazwała osobą z "problemami mentalnymi". Wszystko dlatego, że ojciec cichej i małomównej, nie szukającej świateł reflektorów Rose cierpiał na schizofrenię.

W sobotni wieczór Madison Square Garden znów - jak przed rokiem - pękał w szwach. Głównym magnesem były aż trzy mistrzowskie walki, w tym właśnie Jędrzejczyk i Namajunas. Na trybunach było kilka biało-czerwonych flag, ale większość stanowili Kanadyjczycy, którzy przyjechali dopingować powracającego do oktagonu Georgesa St Pierre'a.

Kiedy na zegarze w Nowym Jorku wybiła godzina 23.15 do klatki weszła krótko ostrzyżona Namajunas. Chwilę później przy akompaniamencie lecącego z głośników polskiego rapu na halę szybkim krokiem weszła Joanna. Jak zwykle się przeżegnała, jak zwykle wywiesiła na chwilę na klatce flagę Polski i jak zwykle przechadzała się przed prezentacją niczym lwica.

Niestety - podobnie jak dwa tygodnie temu w przypadku innego naszego mistrza świata Krzysztofa Włodarczyka - walka, która miała potrwać pięć rund zakończyła się bardzo szybko. Znana z szybkości Polka zdążyła zadać tylko pięć ciosów, a po upływie dwóch minut leżała na macie. Co prawda nie dała się sprowadzić do parteru - w czym miała górować jej rywalka - ale kilkadziesiąt sekund później kolejne soczyste uderzenie lewym sierpowym Namajunas sprawiło, że Polka znowu zapoznała się z podłożem. Amerykanka zwietrzyła szansę i po zaciekłej serii ciosów w parterze bez odpowiedzi sędzia zakończył walkę. Tuż przed werdyktem bezradna Jędrzejczyk poddała się także przez odklepanie.

Radość Namajunas była wielka, ale zanim padła w ramiona swoich trenerów podeszła do narożnika Polki i z troską zapytała czy Joanna jest ok. Potem przy mikrofonie w blasku reflektorów i z mistrzowskim pasem mówiła, że jest bardzo szczęśliwa i że nie może się doczekać, kiedy pojedzie do domu i popatrzy na swój ogródek. "Mam wiele szacunku dla Joanny. Nauczyła mnie jak być mistrzynią, ale pokazała też jak mistrzyni nie powinna się zachowywać. Mam nadzieję, że po dzisiejszej walce zmieni o mnie opinię".

Jak się później okazało był to tylko przedsmak obfitującego w spektakularne akcje i ogromne sensacje dnia. W kolejnym mistrzowskim pojedynku TJ Dillashaw znokautował posiadacza pasa w wadze bantam Cody Garbrandta, a w walce wieczoru mający polskie korzenie Brytyjczyk Michael Bisping poddał siebie i swój pas wagi średniej George'owi St. Pierre. Takiego obrotu spraw i pogromu mistrzów nie spodziewał się nikt.

W Nowym Jorku miał także walczyć Michał Lord Oleksiejczuk. 22-letni Polak nie zadebiutował jednak w UFC, gdyż jego mołdawski przeciwnik - Ion Cutelaba - został na dzień przed pojedynkiem podejrzany o stosowanie niedozwolonych środków. W związku z tym pochodzący z Łęcznej Oleksiejczuk na stoczenie swojej pierwszej walki w najbardziej prestiżowej organizacji na świecie będzie musiał jeszcze poczekać.

Z Nowego Jorku - Tomasz Moczerniuk (PAP)

moc/ cegl/