Decyzja o tym, czy Robert Kubica wystartuje w Grand Prix Stanów Zjednoczonych (17 czerwca), nie należy do szefów BMW Sauber F1 Team. O wszystkim przesądzi lekarz. "Jeżeli w czwartek Robert pomyślnie przejdzie obowiązkowe badania, najprawdopodobniej będzie jeździł w Indianapolis" - mówi DZIENNIKOWI przedstawiciel zespołu.

We wtorek Kubica odpoczywał w hotelu w Montrealu. Dzisiaj będzie już w Indianapolis. Przebada go tam lekarz FIA, przejdzie też „test pięciu sekund” (okaże się, czy w tym czasie da radę opuścić miejsce w bolidzie). Wszystko zgodnie z procedurami, które zawsze następują po groźnym wypadku. "Dopiero w czwartek, po obowiązkowych badaniach, zespół ogłosi, czy Robert wystartuje w najbliższym Grand Prix" - mówi DZIENNIKOWI Jörg Kottmeier, rzecznik prasowy BMW Sauber.

Czy szef teamu Mario Theissen chce, by po tak niebezpiecznej kraksie Kubica szybko wrócił na tor? "Ta decyzja nie należy do Mario" - podkreśla Kottmeier. "Jeżeli lekarz FIA stwierdzi, że Robert może startować, to najprawdopodobniej będzie startował. Przygotowujemy bolid dla drugiego kierowcy, ale nie będzie to specjalny samochód dla Kubicy. Przecież nadal nie wiemy, czy to on będzie go prowadził. Zresztą nowego bolidu nie można wybudować w dwa dni, można go co najwyżej trochę zmodyfikować" - twierdzi Kottmeier.

Jeżeli lekarz nie dopuści Kubicy do wyścigu, jego miejsce zajmie któryś z testerów: Sebastian Vettel lub Timo Glock. "Proszę mi wierzyć, że zanim nie zapadnie decyzja dotycząca Roberta, nie będziemy zajmować się sprawą jego zastępcy" - zapewnia Kottmeier. "Jeżeli lekarz nie da mu zgody na start, decyzja zapadnie błyskawicznie. Skład na wyścig musimy ogłosić w czwartek do godziny 16 (22 polskiego czasu)" - dodaje.

Do Stanów polecieli i Vettel, i Glock. Vettel jest oficjalnym kierowcą rezerwowym, jeździ z zespołem na wszystkie Grand Prix. Glock, na co dzień zawodnik GP 2, zapewnia, że także jest gotowy do zastąpienia Kubicy. Niemiecka telewizja Premiere, której jest ekspertem, poinformowała, że po wypadku Kubicy Glock dostał polecenie od menedżera teamu, by odwołał swój powrót do Europy. "Jeżeli szefowie zdecydują, że mam wystartować w Indianapolis, dam z siebie wszystko" - deklaruje Glock.

Wypadek Polaka zszokował kibiców na całym świecie. Na forach internetowych wrze. „Oglądałem to z trybun. Wszyscy myśleliśmy, że Kubica zginął. "Nawet spiker zawodów powiedział: <Oh shit! He's dead>" - napisał Retiree. "Jak można przeżyć coś takiego? Senna nie miał tyle szczęścia, jeździł w innych czasach” - to komentarz Buckstera.

Uderzenie w betonową bandę było tak silne, że pękł przód monocoque w bolidzie Kubicy. Na zdjęciu widać, że z szybującego ponad torem wraku wystaje stopa Polaka. BMW Sauber w oficjalnym komunikacie poinformowało, że wypadek nie był następstwem awarii samochodu. Z kolei FIA ogłosiła wczoraj, że odpowiedzialności za tragedię podczas wyścigu w Montrealu nie ponosi także Jarno Trulli, o którego bolid zahaczył Kubica.

Ludzie związani z Formułą 1 twierdzą, że wypadek Kubicy dał im wiele do myślenia. "Polak miał ogromne szczęście, ale musimy też podziękować prezydentowi FIA Maksowi Mosleyowi i jego współpracownikom, że tak dbają o bezpieczeństwo kierowców" - mówi menedżer teamu Super Aguri Daniel Audetto. "Czasami narzekamy na te wszystkie testy. Nasz samochód nie przeszedł ich kilka razy, a my kłóciliśmy się, że jest już wystarczająco bezpieczny. Po wypadku Polaka widać, że to Max i FIA mają rację" - dodaje Audetto.

James Penrose, inżynier od spraw bezpieczeństwa FIA, nie jest jednak optymistą. "Tym razem zakończyło się szczęśliwie. Ale nie łudźmy się, F1 to niebezpieczny sport. Śmierć kiedyś wróci na tor" - stwierdził Penrose.