Przez dwie kwarty gospodarze byli równorzędnym rywalem dla finalistów poprzednich i faworytów bieżących rozgrywek. Nie pierwszy jednak w tym sezonie raz "Wojownicy" odskoczyli w trzeciej kwarcie, którą w niedzielę wygrali 42:24.

"Obudzili się po przerwie" - napisał portal stacji ESPN, nawiązując do faktu, że był to pierwszy od 1995 roku mecz ekipy z Oakland na wschodnim wybrzeżu USA, który rozpoczął się w południe. Wówczas "Wojownicy" przegrali różnicą 34 punktów.

"Tak wczesny początek był dla nas wyzwaniem. W Oakland była przecież dziewiąta rano. Rozmawialiśmy o tym w szatni i wyszliśmy na boisko z założeniem, że narzekanie nic nie pomoże, a my mamy robotę do wykonania" - przyznał jeden z liderów gości Stephen Curry.

Podobnie jak Klay Thompson trafił on w niedzielę siedmiokrotnie za trzy punkty, a cały zespół uzbierał łącznie 19 takich rzutów, wobec siedmiu miejscowych i to przy niższym procencie celności. W całym spotkaniu Curry uzyskał 27 pkt, a Thompson dodał 21.

"Trzecia kwarta była super w naszym wykonaniu. Skuteczna obrona przełożyła się na sporo łatwych punktów w ataku, no i kilka celnych +trójek+, co zapewniło nam bezpieczną przewagę" - analizował szkoleniowiec Warriors Steve Kerr.

Elfrid Payton z dorobkiem 23 pkt był najskuteczniejszym graczem Magic, którzy z bilansem 18 wygranych i 28 porażek zajmują 12. pozycję na Wschodzie.

Warriors wygrali 38 z 44 dotychczasowych spotkań i otwierają nie tylko klasyfikację Konferencji Zachodniej, ale i całej ligi.

Na przeciwnym biegunie tabeli NBA znajdują się Los Angeles Lakers. Utytułowany klub od kilku sezonów nie może nawiązać do lat świetności. Teraz jest najsłabszy na Zachodzie (16-32), a niedziela porażka z Dallas Mavericks różnicą 49 punktów (73:122) była najwyższą w historii. Wcześniej "Jeziorowcy" dwukrotnie przegrywali 48 punktami, w tym 75:123 z Utah Jazz w marcu ubiegłego roku.

"Praktycznie nie przystąpiliśmy dziś do gry. To wstyd dla nas jako zespołu i klubu. Nie podjęliśmy na boisku żadnego wysiłku, co trudno mi wytłumaczyć i zrozumieć" - przyznał trener Lakers Luke Walton.

Wśród gospodarzy aż siedmiu zawodników uzyskało dwucyfrową liczbę punktów, a najlepszy w tym elemencie okazał się rezerwowy Justin Anderson z 19. Louis Williams z 15 był najskuteczniejszy w zespole z Los Angeles, którego żaden z graczy pierwszej piątki nie uzyskał 10 "oczek".

"Nie mamy nic na swoją obronę" - powiedział podstawowy skrzydłowy Julius Randle.