Czy myślę o meczu z Irlandią Północną? Oczywiście, że tak. Podobnie jak o Słowacji. Śledzę uważnie wszystkie informacje o piłkarzach, oglądam wszystkie możliwe DVD - mówi DZIENNIKOWI Leo Beenhakker. Selekcjoner reprezentacji przeprowadzi ostatni przegląd kadry przed meczami o punkty eliminacji mistrzostwami świata.

Jak pana kolano? Już lepiej?

Leo Beenhakker: Cóż, jest znacznie lepiej, ale jeszcze nie jest w stu procentach sprawne. Za pomocą dodatkowej nogi, czyli kuli, jestem jednak w stanie jako tako się poruszać.

Najgorętszym tematem jest oczywiście powołanie Ludovica Obraniaka. Czego możemy się po nim spodziewać?

Zgodnie z tym, co powiedziałem kilka miesięcy temu, gdy tylko otrzymał polskie obywatelstwo i odebrał paszport, znalazł się w kadrze. Tak więc dotrzymałem słowa. Oczekuję od niego przede wszystkim tego, że będzie sobą i że będzie grał swoją piłkę. Nie chcę go niczym krępować, wywierać na niego zbyt dużej presji, chciałbym, aby czuł się swobodnie. Będę go uważnie obserwować podczas treningów. Mam nadzieję, że potwierdzi, iż jest człowiekiem bardzo ambitnym.

Kłopotem może być komunikacja z Obraniakiem. Podobno ma wam towarzyszyć tłumacz. Także w szatni?

Bez przesady. To normalne, że skoro chłopak przyjeżdża do nas po raz pierwszy, to chcę go lepiej poznać. Muszę z nim usiąść, porozmawiać. Wytłumaczyć mu pewne podstawowe rzeczy, wyjaśnić swoją koncepcję futbolu. Oczywiście do takiej rozmowy będę więc potrzebował tłumacza. Nie znaczy to jednak, że przez trzy dni tłumacz nie będzie Obraniak odstępował na krok. Spokojnie, ja też znam trochę francuski. Nie mówię płynnie, ale na potrzeby treningu czy rozmowy w szatni sobie poradzę.

Na jakiej pozycji pan go widzi? W środku pomocy czy jednak na lewym skrzydle?

Nie wiem jeszcze. Dlatego właśnie będę mu się przyglądać podczas treningów. Muszę zobaczyć, jak się odnajduje w grupie, jak ją uzupełnia. Oczywiście mam pomysł, w jaki sposób należy Ludovica wykorzystać. Chcę jednak, by on sam też się określił, zaangażował się w to. Mówimy o dorosłych ludziach, a nie dzieciach, którym należy wszystko pokazać i których należy za rączkę poprowadzić.

Przed meczem z Grecją mamy kilka problemów. Po kolei: Rafał Murawski od dwóch miesięcy nie grał w piłkę.

Po to właśnie mamy zgrupowanie - by mógł dojść do siebie w czasie tych kilku treningów. Ten problem towarzyszy mi od początku mojej pracy w Polsce, a to już trzy lata. Muszę powoływać piłkarzy, którzy często nie grają w swoich klubach. Nic nowego. Dlatego jednak tak ważne jest, że dostaję piłkarzy na te kilka dni. Czasem w trakcie zgrupowania mogą naprawdę wiele skorzystać. Jako przykład weźmy Ebiego Smolarka. Przed spotkaniem z Irlandią Północną obaj uznaliśmy, że nie nadaje się do gry. W Boltonie w ogóle nie wychodził na boisko. Kilka dni później doszedł do siebie i dosłownie eksplodował w spotkaniu z San Marino, strzelając im cztery gole! Murawski jest jednym z piłkarzy, którzy potrafią grać na międzynarodowym poziomie. Wiele osób się śmieje i nie traktuje poważnie tego „międzynarodowego poziomu”, ale tak jest.

Jednak sam pan mówi, że jedni - jak chociażby Mariusz Lewandowski - lepiej znoszą te okresy bez meczów, a niektórzy gorzej. Jak więc to wpłynie na Murawskiego?

Nie tylko Lewandowski. Jacek Krzynówek nie miał żadnych problemów, mimo że przyjechał na zgrupowanie bez gry w klubie. Jest jeszcze kilku innych. Z charakteru, jaki ma Rafał, na ile go znam, jestem pewien, że sobie pordzi. Jeżeli nie... Cóż, mam innych na tę pozycję.

Pójdźmy dalej. Marek Saganowski wylądował w League One. Na trzecim poziomie w angielskich rozgrywkach. Trzecim!

Zgadza się. Jest tam od dwóch miesięcy, więc jeszcze nie zapomniał, jak należy grać.

Ale w angielskiej trzeciej lidze, podobnie jak i w drugiej, nie ma mowy o międzynarodowym poziomie.

Zgadza się, ale odpowiem pytaniem: czy w polskiej lidze zawsze możemy mówić o międzynarodowym poziomie? Nie? Dziękuję! Sagan to Sagan. Poradzi sobie. Zresztą znowu wracamy do odwiecznego pytania o alternatywy.

No i wieczna odpowiedź - Wichniarek.

To z kolei wraca nas do tego wystosowanego przez niego listu, który leży gdzieś w siedzibie federacji.

Roger jest zupełnie bez formy.

Zgadza się, w ostatnim meczu zaprezentował się bardzo źle. Odbyłem jednak na jego temat bardzo długą i ciekawą rozmowę z trenerem Urbanem, który podkreślał, że jest z Rogera zadowolony. Mówił, że Roger prezentował się dobrze w czasie przygotowań. Poza tym pamiętajmy, że on akurat zawsze w meczach reprezentacji reaguje zupełnie inaczej niż w klubie. Na niego powołania do kadry działają niezwykle mobilizująco. Zawsze odwdzięcza się świetną postawą na treningach i w meczach. Poza tym znowu wracamy do tematu alternatyw. Normalnie na tej pozycji, na której występuje legionista, mógłbym skorzystać z Rafała Boguskiego albo Łukasza Garguły. Tymczasem obaj nie są zdrowi i nie mogę z nich skorzystać. Nic na to nie poradzę. Podobnie jak nic nie poradzę na to, że kontuzji doznał Ireneusz Jeleń. Będziemy musieli sobie jakoś radzić.

Lewa obrona. Na tej pozycji jakiś prawdziwy pomór. Czy Marcin Komorowski sobie poradzi?

Moim zdaniem powinien. Mam jednak także inne opcje, na przykład Jakuba Wilka z Lecha Poznań. Już testowałem go na tej pozycji w meczu z Walią, podczas zgrupowania w Portugalii. Wilk sobie wtedy naprawdę dobrze poradził. No i mamy Krzynówka, który kilka razy udowodnił, że może występować także na obronie.

Żaden z tych meczów nie powalał jednak na kolana.

To już pana zdanie, nie moje. Lewa obrona to generalnie duża bolączka polskiej piłki. Od lat są problemy z jej obsadzeniem. Gdy wydawało się, że zadomowi się na niej Grzegorz Bronowicki, doznał paskudnej kontuzji. Teraz Jakub Wawrzyniak ma tę wpadkę ze środkami dopingującymi. Podchodzę jednak do tego spokojnie. Mam trzech kandydatów do gry.

No dobrze, to jakie są pozytywne informacje? Z czego pan się cieszy?

Przede wszystkim z tego, że znowu zbierzemy się razem i będziemy mieli okazję wspólnie popracować. Będę musiał nastroić ich wszystkich jeszcze bardziej bojowo niż zwykle. Przypomnieć, że jesteśmy cały czas w grze, że awans jest w naszym zasięgu.

Teraz towarzyski mecz z Grecją, ale już niedługo wznawiamy eliminacje. Już pan myśli o Irlandii Północnej?

Oczywiście, że tak. Podobnie jak o Słowacji. Śledzę uważnie wszystkie informacje o piłkarzach, oglądam wszystkie możliwe DVD.

Czas na wielki rewanż?

To nie jest kwestia rewanżu czy zemsty, tylko zdobycia trzech punktów, których cholernie potrzebujemy.

PZPN powołał reprezentację U-23, którą prowadzić ma Stefan Majewski. Szykowany już ponoć na pana następcę. Doszło do jakichkolwiek konsultacji?

To fantastycznie, że ta kadra powstała. Wreszcie piłkarze, którzy już nie łapią się do młodzieżówki, a jeszcze nie są gotowi na pierwszą reprezentację, będą mogli grać na wyższym poziomie. Postulowałem powstanie takiej kadry już po Euro 2008, ale wtedy nikt mnie nie słuchał. A mi chodziło o zespół przygotowujący młodych do Euro 2012. Po raz pierwszy coś drgnęło w polskiej piłce i jestem przeszczęśliwy, że tak się stało. Wreszcie została stworzona drużyna cieni tej pierwszej reprezentacji.

Drużyną cieni będzie tylko wtedy, gdy będzie powiązana z dorosłą kadrą. Jeżeli będzie grała takim samym systemem, wedle tego samego pomysłu itd. Były już jakieś konsultacje?

Jeszcze nie, ale bardzo dobrze, że będzie ją prowadził Majewski. Jestem pewien, że jeszcze nie raz usiądziemy i porozmawiamy.