"Mamy szansę wygrać. Kibice uwierzyli w swój zespół i zapełnią stadion, a kilku piłkarzy chce wreszcie zmazać plamy po poprzednich kompromitacjach w meczach z Polską. Jest też pięciu nowych zawodników, którzy nie pamiętają, jak potraficie być mocni. To dobry zestaw" - przekonywał nas wczoraj Abbas Zahidi, ekspert najpopularniejszego portalu azerifootball.com.

Mówi, że Azerowie nie mają też wreszcie kłopotu z bramkarzami, a takie wyczyny, jak ten Dmitrija Kramarenki, który po 8:0 w Warszawie odmówił gry w rewanżu, to już przeszłość. "Teraz mamy dwóch niezłych piłkarzy na bramkę. Są w stanie zatrzymać waszych napastników" - mówi Zahidi i naprawdę wygląda, jakby w to wierzył.

Mniej wiary ma trener Azerbejdżanu, określany przez miejscowych dziennikarzy mianem "realisty". "Dwa punkty w najbliższych dwóch spotkaniach, czyli teraz z Polską i w środę w Kazachstanie, to będzie dla mnie niezły wynik. Awansować do mistrzostw Europy i tak nie damy rady, ale każdy punkt i każdy sukces są dla nas ważne. A niespodzianki w futbolu się zdarzają. Taką byłoby nasze sobotnie zwycięstwo" - mówi Sahin Dinajew.

Leo Beenhakker bardzo poważnie traktuje przeciwnika. Wczoraj przez kilkadziesiąt minut obserwowaliśmy jak w hotelowym hallu, w czasie przeznaczonym na odpoczynek całej ekipy, kreślił kolejne wykresy, analizował ustawienia Azerów z różnych meczów. Udało nam się podpatrzeć, że nie na każdej kartce było nazwisko Macieja Żurawskiego, dotychczasowego pewniaka w pierwszej jedenastce kadry Holendra.

Sztab szkoleniowy niecierpliwie czekał, co kapitan naszej kadry powie po wieczornym treningu, czy uzna, że kontuzja stopy nie przeszkodzi mu w grze. Ostateczna decyzja, dotycząca jego występu ma zapaść dzisiaj, przed meczem. "Zawsze mówię, że liczy sie tylko najbliższy mecz. Ale teraz trzeba patrzeć szerzej, na dwa spotkania, dostrzegać wszystkie konsekwencje. Dlatego nie wykluczam, że będę kogoś oszczędzał w sobotę" - powiedział Beenhakker, nie precyzując jednak, kogo miał na myśli. Można się tylko domyślać, że chodziło właśnie o Żurawskiego i Jakuba Błaszczykowskiego.

"To na pewno nie będzie łatwe spotkanie" - mówi Holender, choć przecież Azerbejdżan jest przedostatni w tabeli grupy, w której Polska jest liderem. "Nie ma żadnego, najmniejszego nawet powodu, by przypominać mecz z Warszawy, wygrany przez nas 5:0. Wtedy był marzec, teraz jest czerwiec. Tworzy się nowa historia. Nie ma żadnych gwarancji, że teraz też wygramy. Nie wejdę do szatni i nie powiem piłkarzom: wygracie bez problemu, bo wtedy zwyciężyliście. O tamtym meczu trzeba zapomnieć" - uczulał Beenhakker.

O meczu w Warszawie bardzo dobrze pamiętają Azerowie. - Uczulam swoich zawodników, żeby nie stracili szybko bramki. Pracujemy też nad tym, by lepiej bronić się przy stałych fragmentach. Pamiętamy, jak traciliśmy gole w Polsce - mówił Dinajew. "Nie możemy też dać sobie strzelić szybko gola" - podkreślał trener gospodarzy. W przeciwieństwie do Beenhakkera nie miał żadnych oporów przed podaniem pierwszego składu. Azerowie zagrają w ustawieniu 4-4-2, nie będą ograniczać się tylko do obrony.

"A dlaczego mieliby tak zrobić? Są podbudowani zwycięstwem nad Finlandią i grają u siebie. Na pewno będą chcieli wygrać" - wzrusza ramionami Leo Beenhakker. Podobnie reaguje na pytania o pogodę. "Dziennikowi" wyjaśnił bliżej, dlaczego ponad 30 stopni nie robi na nim wrażenia: "Gdy byłem trenerem w Meksyku zdarzało mi się prowadzić zespół w samo południe, w pięćdziesięciostopniowym upale. Ta pogoda to nic poważnego dla zawodowców. A ja prowadzę zawodowców" - mówił Holender. Jego zawodnicy dbają zresztą o uzupełnianie płynów w organizmie. Przez niecałe dwa dni wypili ponad 200 litrów zamówionej przez sztab na cały pobyt wody.

Gdy Polacy wyszli wczoraj o godz. 20 miejscowego czasu na trening nad stadionem Tofika Bachramowa świeciło ostre słońce, a temperatura przekraczała 30 stopni. Spoceni piłkarze nie pomachali nawet kilkunastoosobowej grupie kibiców z kraju, co natychmiast spotkało się z ich ostrą reakcją: - Brawo gwiazdy, brawo. Nawet ręki wam się podnieść nie chce - krzyczeli, od czasu do czasu jeszcze gwiżdżąc. Gdyby Polska dziś wygrała, z odpuszczeniem win reprezentantów nie będzie na pewno problemu.

"Murawa na tym stadionie jest znacznie lepsza niż na tym wczorajszym, treningowym. "Tam kiedyś moja młodzieżówka zremisowała 1:1, bo piłka się dziwnie odbiła przed bramkarzem. Teraz to się nie powtórzy. Wynik też" - powiedział nam trener bramkarzy Andrzej Dawidziuk. "Zdobędziemy 6 punktów w najbliższych dwóch meczach i będziemy bliżej awansu. Musimy tylko wszystko dobrze sobie poukładać w głowach, grać w piłkę, a nie wdawać się w bijatykę. Jeśli zagramy po swojemu, to na pewno wygramy" - zapewnia Artur Boruc.