Dziennik.plPiłka nożna

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Żenada ze Słowacją. Czy jest jeszcze kadra?

2009-10-14 | Ostatnia aktualizacja: 20:24 | Komentarze: 0 | skomentuj

Stefan Majewski lubi sam o sobie mówić, że jest dobrym trenerem. Ale na dwa mecze Polaków pod jego wodzą, oba zostały przegrane. Wczoraj zwycięstwo podarowaliśmy Słowakom po samobójczym golu Przemysława Gancarczyka. Czy Polska ma jeszcze jakąś reprezentację?

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Słowacy mają się z czego cieszyć. Wywalczyli pierwszy w historii awans do mistrzostw świata. I mają za co Polakom dziękować. W końcu w 3. minucie spotkania to właśnie nasz reprezentant Serewyn Gancarczyk popisał się pięknym strzałem... do polskiej bramki.

Smutny to był wieczór na Stadionie Śląskim. Bojkot kibiców protestujących przeciwko PZPN, fatalna gra reprezentacji w eliminacjach oraz zimowa aura sprawiły, że na obiekcie mogącym pomieścić ponad 47 tysięcy widzów pojawiło się około pięciu tysięcy. W tym gronie głośno dopingowała swoją drużynę grupa fanów (ok. 1300) ze Słowacji. Nieliczni polscy kibice wywiesili transparent z napisem "Chcemy dobra polskiej piłki. Polacy jesteśmy z wami", podkreślając w ten sposób, że protestują przeciwko PZPN, a nie reprezentacji.

>>> Czytaj także, co po meczu powiedział trener Majewski

Sytuacja drużyny Vladimira Weissa przed tym meczem była jasna. Jego podopieczni musieli zakładać zwycięstwo Słowenii nad San Marino w równolegle rozgrywanym spotkaniu, dlatego do bezpośredniego awansu potrzebowali w Chorzowie sukcesu. Biało-czerwoni grali tylko o honor i prawdopodobnie o przedłużenie przygody Stefana Majewskiego z kadrą.

Padający prawie cały dzień śnieg sprawił, że obie drużyny musiały walczyć w ekstremalnych warunkach. Organizatorzy chyba za późno włączyli urządzenie podgrzewające murawę, poza tym przy tak obfitych opadach trudno było liczyć na zieloną murawę.

Dziwny mecz rozpoczął się równie dziwnie. Już w trzeciej minucie nieatakowany przez nikogo Seweryn Gancarczyk kopnął piłkę do własnej bramki. Jerzy Dudek (powrót do kadry po ponad trzech latach) był bez szans. Szał radości w obozie gospodarzy i konsternacja wśród Polaków. Stefan Majewski miał prawo pomyśleć w tym momencie, że wszystkie siły obróciły się przeciwko niemu.

Po około dziesięciu minutach gospodarze ruszyli do ataków, ale na śniegu trudno było konstruować groźne akcje. Próbowali m.in. Ireneusz Jeleń i Mariusz Lewandowski - strzelali za lekko lub niecelnie.

czytaj dalej

Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«