To spotkanie postrzegane jest jako konfrontacja dwóch trenerów - Ulatowskiego i opiekuna Jagiellonii Czesława Michniewicza. Obaj szkoleniowcy pozostawali kiedyś ze sobą w bardzo bliskich, nawet przyjacielskich relacjach, ale później ich drogi się rozeszły. 41-letni Michniewicz i o trzy lata młodszy Ulatowski grali razem w Bałtyku Gdynia oraz studiowali na Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku.

Przez trzy lata pracowali także razem w Lechu Poznań i Zagłębiu Lubin - Michniewicz jako pierwszy trener, a Ulatowski jako jego asystent. Separacja nastąpiła na Dolnym Śląsku, gdzie aktualny szkoleniowiec Lechii zastąpił zwolnionego kolegę.

"Nie chciałbym komentować tamtej sytuacji. Po raz pierwszy staniemy przeciwko sobie jako trenerzy dwóch różnych zespołów, niemniej nie robiłbym z tego meczu sensacji. To nie będzie konfrontacja Michniewicza z Ulatowskim, tylko Lechii z Jagiellonią. Wiem, jak powinien zachować się gospodarz. Cześć sobie mówimy i rękę na pewno też podamy" - powiedział szkoleniowiec gdańskiego zespołu.

Oba grające w niedzielę na PGE Arenie Gdańsk zespoły są na minusie i grają znacznie poniżej oczekiwań. 11. w tabeli "Jaga" w pięciu ostatnich meczach zdobyła zaledwie dwa punkty, a plasujący się na 12. pozycji gospodarze wywalczyli w tyluż spotkaniach cztery. W dodatku drużyna z Białegostoku strzeliła w pięciu potyczkach zaledwie tylko gola.

"Tym dorobkiem nie należy się sugerować. Ten zespół jest bowiem szczególnie groźny w ofensywie. Tacy zawodnicy jak Rasiak, Frankowski, Burkhardt, Cetković i Kupisz czują się bardzo dobrze, kiedy przychodzi im atakować bramkę rywali" - ocenił gdański szkoleniowiec.

Ulatowski miał ostatnio największe zastrzeżenia do postawy obrony swojej drużyny. "Po przegranym 1:3 meczu z Polonią Warszawa pretensji nie miałem do Wojtka Pawłowskiego, który jest pewniakiem i stanie między słupkami. Grę w defensywie musimy jednak poprawić, bo takich błędów jak w ostatnim spotkaniu popełniać nie wolno" - przyznał trener Lechii.

Rafał Ulatowski wciąż ma ogromne problemy kadrowe. Do gry gotowy jest co prawda obrońca Krzysztof Bąk, który nie zagrał w pięciu kolejnych meczach, ale z powodu otrzymanych kartek pauzować muszą Tomasz Dawidowski (czerwona) i Piotr Wiśniewski (żółte). Poza tym kontuzjowani są Marko Bajić, Mateusz Machaj, Aliaksandr Sazankow, Sebastian Małkowski i Jakub Popielarz, a nie w pełni sił cały czas jest Ivans Lukjanovs.

"Przez sześć tygodni nie trenowałem z powodu kontuzji i po tak długiej przerwie trudno szybko wrócić do optymalnej dyspozycji. Mam jeszcze spore braki kondycyjne, a poza tym ostatnio przyplątało mi się zatrucie, które dodatkowo mnie osłabiło" - wyjaśnił zdobywca bramki w przegranym przez Lechię 1:2 meczu w Białymstoku.

"Nawet już nie liczę zawodników niezdolnych do gry. Cieszę się z tych, których mam do dyspozycji" - podsumował gdański szkoleniowiec.

Przed sezonem działacze Lechii zapowiadali, że drużyna walczyć będzie o europejskie puchary, ale teraz zdają sobie sprawę, że te plany trzeba zweryfikować. "Runda jesienna jest w naszym wykonaniu słaba, niemniej miejsce w ogonie ligowej tabeli to nie szczyt marzeń, ani naszych możliwości. Wierzę jednak, że po wprowadzeniu pewnych korekt, druga runda będzie dla nas udana. Na zrealizowanie postawionego przed sezonem celu, czyli puchary dla Gdańska, nie ma raczej co liczyć" - stwierdził prezes Lechii Maciej Turnowiecki.