"Terminarz obecnych rozgrywek był budowany w ten sposób, by poszczególne spotkania nie nakładały się na siebie. Zgodnie z tradycją nie gramy w Wielki Piątek i Wielkanoc, ale to powoduje konieczność rozegrania trzech meczów w poniedziałek. Drugi dzień świąt jest jednak wolny od pracy, więc kibice nie będą mieli problemów z dotarciem na stadiony nawet wczesnym popołudniem" - powiedział PAP rzecznik prasowy Ekstraklasy SA Adrian Skubis.

Najdalsza podróż czeka w święta piłkarzy KGHM Zagłębia Lubin, którzy w poniedziałek zmierzą się w Gdańsku z Lechią. Zespół wyjedzie nad morze już w niedzielę.

Trener lubinian Pavel Hapal przyznał, że mecz w drugi dzień świąt wielkanocnych to bardzo specyficzna sytuacja i nie przypomina sobie, by jako piłkarz czy trener pracował w tym dniu.

"Jesteśmy jednak przygotowani na tę okoliczność. Mamy przecież konkretne zadanie do wykonania. Drużyna jest skoncentrowana, zmobilizowana, żeby wygrywać i utrzymać się w ekstraklasie. Taki już jest zawód piłkarza, że kiedy inni idą świętować, my wychodzimy na boisko. Można i trzeba się do tego przyzwyczaić" - podkreślił czeski szkoleniowiec.

Po dniu wolnym "Miedziowi" spotkają się na zajęciach w czwartkowe popołudnie. Na piątek i sobotę zaplanowane zostały po dwa treningi, a na niedzielę jeden, po którym drużyna wyjedzie do odległego o ponad 450 km Gdańska.

"Na dni wolne piłkarze mogą liczyć pewnie dopiero po zakończeniu sezonu. Ze względu na Euro 2012 rozgrywki ligowe kończą się wcześniej, więc będzie to okazja, żeby zawodnicy spokojnie się zregenerowali i odpoczęli z rodzinami" - dodał Hapal.

Przyznał, że przygotowania do meczu z Lechią są czymś naturalnym, ale jest niezadowolony z faktu, że kolejne, także wyjazdowe spotkanie, Zagłębie rozegra już w następny piątek w Kielcach z Koroną.

"Nie jest to korzystny terminarz. To trudne zadanie, bo po długim powrocie z Gdańska zdążymy zrobić odnowę, analizę i praktycznie będziemy musieli ruszać na pojedynek z Koroną" - zaznaczył.

W Gdańsku z okazji meczu pracowite święta będą mieć nie tylko piłkarze Lechii, ale i pracownicy stadionu.

"Do meczów w trybie piątek - poniedziałek jesteśmy przyzwyczajeni, aczkolwiek po raz pierwszy przyjdzie nam grać w drugi dzień świąt. O odpoczynku i wyjeździe do domów piłkarze muszą zapomnieć. Będą trenować zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Z kolei pracownicy klubu, którzy obsługują mecze też święta będą mieć krótsze" - powiedział PAP rzecznik prasowy Lechii Michał Lewandowski.

Lechia zamierzała przełożyć spotkanie z KGHM Zagłębiem, bo w poniedziałek również o godzinie 16 rozpocznie się w Gdańsku inauguracyjny mecz żużlowej ekstraligi, w którym Lotos Wybrzeże zmierzy się z PGE Marmą Rzeszów.

"Te dwa terminy się nakładają, ale Ekstraklasa SA nie wyraziła zgody na rozegranie potyczki z Zagłębiem innego dnia" - dodał.

Dla gdańskich kibiców Lechia przygotowała świąteczną niespodziankę w postaci tańszych biletów - ceny niektórych zostały obniżone nawet do 10 złotych. "Liczymy na wsparcie kibiców, bo mecz z ekipą z Lubina jest dla nas nie za trzy, ale za sześć punktów" - podsumował rzecznik walczącej o utrzymanie Lechii.

Daleka podróż - 360 km - czeka piłkarzy Lecha. Z rodzinami zjedzą oni tylko świąteczne śniadanie, a już przed południem stawią się na treningu. Po zajęciach czeka ich wyjazd do Kielc na mecz z Koroną.

"Sponsor i telewizja decydują o kalendarzu rozgrywek i my musimy się podporządkować. Gdyby udało nam się wyeliminować Wisłę w Pucharze Polski, ominęłaby nas konieczność gry w święta. W momencie, gdy odpadliśmy z rozgrywek, wiedzieliśmy, że czeka nas mecz w lany poniedziałek" - powiedział PAP kierownik Lecha Dariusz Motała.

Jak dodał, gdyby spotkanie rozgrywane było bliżej Poznania, drużyna wyjechałaby w dniu meczu. "W przypadku Kielc to jednak niemożliwe" - podkreślił.

Trener rywali Leszek Ojrzyński żałuje, że jego zespół musi grać w święta. "Piłkarze też są niezadowoleni. Przecież można było rozłożyć mecze na trzy dni: środę, czwartek i sobota. Niektórzy zawodnicy pojadą do domu, ale muszą wrócić w niedzielę. Gorzej mają poznaniacy, którzy w niedzielę świąteczną pokonają szmat drogi. Współczuję" - powiedział szkoleniowiec Korony.

Prezes kieleckiego klubu Tomasz Chojnowski dodał: "Mam nadzieję, że jest to sporadyczny przypadek, który nie powtórzy się w następnych sezonach".

Najbliżej na świąteczny mecz wyjazdowy będą mieć piłkarze Widzewa Łódź, których czekają... derby z ŁKS. Tego dnia wolnego nie będą mieć również pracownicy ŁKS, który będzie gospodarzem meczu. Przy al. Unii nikt jednak specjalnie nie narzeka z tego powodu.

"Pracujemy w klubie sportowym, więc oczywiste jest, że musimy się dostosować do kalendarza rozgrywek. Gdyby mecz miał się odbyć w Sylwestra, też przyszlibyśmy do pracy. Nie inaczej będzie w poniedziałek. Taki termin może jedynie wpłynąć na frekwencję, bo coraz więcej osób wyjeżdża z miasta w okresie świątecznym" - powiedział PAP kierownik ds. bezpieczeństwa ŁKS Zbigniew Jędrzejewski.

Zdaniem trenera ŁKS Andrzeja Pyrdoła termin meczu nie ma wielkiego znaczenia. "Na pewno z tego powodu nie możemy liczyć na normalne święta, ale liczymy, że dobrze zagramy i zdobędziemy kolejne punkty. Jeśli tak się stanie, będzie to rekompensata za brak świąt" - zaznaczył.

Szkoleniowiec Widzewa Radosław Mroczkowski jest przekonany, że po pierwszym gwizdku sędziego żaden z piłkarzy nie będzie myślał o tym, że o punkty trzeba walczyć w świąteczny dzień.

"Nie jest to najlepszy termin i wolelibyśmy grać w inny dzień. Nie mamy jednak na to wpływu. Świąteczna atmosfera być może będzie odczuwalna, ale tylko przed meczem. Po jego rozpoczęciu piłkarze z pewnością skupią się na grze" - powiedział Mroczkowski.