Aubameyang wpisał się na listę strzelców w czwartej i w 64. minucie - tę drugą bramkę zdobywając z rzutu karnego - i w sumie ma 10 goli w tym sezonie. Lewandowski, który trafił do siatki raz we wcześniejszym spotkaniu Bayernu Monachium z Freiburgiem (5:0), ma dziewięć.

Sobotni wieczór w Dortmundzie był pełny emocji na boisku i poza nim. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania ulicami miasta przeszło ok. 2000 kibiców gospodarzy, którzy wyrazili w ten sposób dezaprobatę dla RB Lipsk i ich sponsora - Red Bulla. Ich zdaniem, zespół rywali jest zbyt komercyjny, a austriacki koncern "nie rozumie, o co chodzi w futbolu".

Podobna demonstracja odbyła się w lutym br., przy okazji spotkania obu zespołów w poprzednim sezonie. Wówczas kibiców gości obrzucono kamieniami i innymi przedmiotami, w tej sprawie wciąż toczy się postępowanie. Tym razem obyło się bez podobnych incydentów.

"Gorąco" było za to na murawie. Gospodarze objęli prowadzenie w czwartej minucie po strzale Aubameyanga, ale w 10. wyrównał Austriak Marcel Sabitzer, a na 2:1 dla gości podwyższył w 25. Duńczyk Yussuf Poulsen. Takim wynikiem zakończyła się też pierwsza połowa.

Chwilę po zmianie stron doszło do kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym pod bramką Borussii. Kapitan gospodarzy Sokratis Papastathopoulos zdaniem sędziego faulował Francuza Jeana Augustina, za co zobaczył czerwoną kartkę, a rywalom przyznano rzut karny. Telewizyjne powtórki podają w wątpliwość, czy rzeczywiście doszło do przewinienia - wydawało się, że Grek tylko położył rękę na barku piłkarza gości - ale arbiter nie skorzystał z pomocy dodatkowego sędziego, mającego dostęp do powtórek (VAR) i decyzji nie zmienił. "Jedenastkę" wykorzystał sam poszkodowany.

VAR uaktywnił się za to kwadrans później. Wówczas po drugiej stronie boiska upadł Aubameyang, a po zobaczeniu powtórki sędzia uznał, że Gabończyk był faulowany. Ten sam zawodnik wykorzystał rzut karny, ale więcej goli już nie padło.

Chwilę wcześniej drugą żółtą kartkę zobaczył Austriak Stefan Ilsanker i też musiał opuścić boisko. Wówczas siły się wyrównały.

Borussia Dortmund utrzymała się na prowadzeniu w tabeli, ale jej przewaga nad Bayernem stopniała do dwóch punktów. Ekipa RB Lipsk awansowała na trzecią pozycję z 16 punktami - trzema straty do lidera.

Wcześniej Bayern rozgromił Freiburg 5:0 w pierwszym od 2013 roku meczu pod wodzą Juppa Heynckesa. Lewandowski trafił do siatki w 75. minucie, wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem Freiburga po podaniu Thomasa Muellera. Rezerwowym bramkarzem gości był Rafał Gikiewicz.

Heynckes przejął bawarski zespół po zwolnionym za niezadowalające wyniki Włochu Carlo Ancelottim. W Bayernie zatrudniony został już po raz czwarty. W sezonie 2012/13 zdobył potrójną koronę.

"Dobry początek jest bardzo ważny. To mi daje dużo wsparcia, pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma co szczególnie przeceniać tego zwycięstwa, ale cieszy mnie, że zespół dalej chciał zdobywać gole przy 2:0. Jednak przed nami jeszcze sporo pracy" - powiedział na konferencji prasowej 72-letni szkoleniowiec.

W innym sobotnim meczu Hoffenheim, z Eugenem Polanskim na ławce rezerwowych, zremisował u siebie z Augsburgiem 2:2. Z kolei w jedynym piątkowym spotkaniu VfB Stuttgart pokonał przed własną publicznością FC Koeln 2:1. W 18. minucie boisko z powodu kontuzji opuścił obrońca gości Marcin Kamiński, a z ławki rezerwowych gości mecz obserwował Paweł Olkowski.

Kamiński trafił do szpitala z kontuzją stawu skokowego. Będzie pauzował przez kilka tygodni.