Dziennik.plSport

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Ekspres do kawy za olimpijski brąz

2010-02-02 | Ostatnia aktualizacja: 21:30 | Komentarze: 0 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Za brązowy medal w Vancouver nasi zawodnicy otrzymają 150 tys. złotych nagrody z PKOl. Co pani otrzymała za swój?
Od klubu dostałam ekspres, przyznam się, że ani razu nie udało mi się zaparzyć w nim kawy. Chyba był felerny, a że nie był też ładny, to trzymałam go w piwnicy. Ale jakieś cztery lata temu oddałam go do klubu, ponieważ było tam wygrawerowane na wieczku "medalistce olimpijskiej Klub Sportowy Olimpia". Od Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej dostałam małą lodóweczkę. Od Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego - komplet sztućców na sześć osób. Od PKOl - podobny komplet. A jeśli chodzi o Główny Komitet Kultury Fizycznej, to dostałam dwie średnie pensje. To wszystko. Aha, z prezydium Miejskiej Rady Narodowej dostałam malutki grawertonik, a zakład pracy podarował mi niedużą palemkę w doniczce. Ani podwyżki, ani nagrody pieniężnej. Powiedzieli, że jeśli ktoś wraca z USA, to mu nie potrzeba żadnych nagród.

Uprawiając sport, musiała pani równocześnie pracować? Co pani robiła?
Kiedy zaczynałam z łyżwiarstwem, byłam nauczycielką. Wcześniej skończyłam liceum pedagogiczne, a jako że wtedy wszędzie brakowało nauczycieli, to dostałam do wyboru kilka miejscowości. Wybrałam sobie Elbląg i zaczęłam uczyć w szkole podstawowej. Nawet śpiewu, choć śpiewałam okropnie. Jednak kiedy zaczęły się wyjazdy na zgrupowania, to powiedzieli mi: jak chce pani pracować w szkole, to musi pani zrezygnować ze sportu. Musiałam się zwolnić. Przyjęto mnie do ZAMECH-u, dużego zakładu, gdzie byłam sekretarką w wydziale prawnym.

Czy z pani perspektywy dzisiejszy sport to jeszcze ciągle sport, czy już bardziej biznes?
Kiedyś nie było reklam, sponsorów. Dziś, jeżeli ktoś jest sprytny i oczywiście dobry, to może naprawdę dużo uzyskać. Za moich czasów nie wiedzieliśmy też w ogóle, że istnieje coś takiego jak wspomaganie. Teraz medycyna coraz bardziej wchodzi w sport i nie zawsze ten najlepszy jest najlepszy. Ale chcę powiedzieć, że choć może nie dorobiłam się majątku, to jednak to, co przeżyłam i zobaczyłam, jest nie do przecenienia. To coś wspaniałego stawać na podium, widzieć polskie flagi, wiwatującą Polonię, która przerwała kordony porządkowych, żeby się do nas zbliżyć. I gdyby trzeba było to powtórzyć, to poszłabym tą samą drogą.

*Helena Pilejczyk urodziła się 1 kwietnia 1931 w Zieluniu k. Mławy. Brązowa medalistka olimpijska ze Squaw Valley na 1500 m (druga była Elwira Seroczyńska), gdzie na innych dystansach zajęła też 5. i 6. miejsce, srebrna medalistka MŚ na 1000 m (1960), 37-krotna mistrzyni Polski (1954-1971). Mieszka w Elblągu.

rozmawiał Robert Piątek
Źródło: dziennik.pl
« poprzednia1234

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«