Dziennik Gazeta Prawana logo

To były najlepsze igrzyska w historii

28 lutego 2010, 22:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
38 lat polscy kibice czekali na drugi złoty medal w historii zimowych igrzysk olimpijskich. W sobotę marzenia te spełniła Justyna Kowalczyk. "Strasznie się cieszę. Cieszę się, że sprawiłam wszystkim kibicom tyle radości i że dzięki mnie teraz w wielu domach trwa świętowanie" - mówiła polska multimedalistka.

Kowalczyk, dzięki złotemu medalowi wywalczonemu w Whistler na dystansie 30 km techniką klasyczną, zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji multimedalistów olimpijskich, zarówno z igrzysk letnich, jak i zimowych. Biegaczkę z Kasiny Wielkiej, która ma w dorobku złoto, srebro i dwa brązowe krążki, wyprzedzają lekkoatletka Irena Szewińska (7 medali), szermierz Jerzy Pawłowski (5), chodziarz Robert Korzeniowski (4) i nieżyjący już mistrz floretu Witold Woyda (4). A ona wciąż jest głodna sukcesów.

– Niestety będziecie musieli się ze mną państwo jeszcze pomęczyć – powiedziała z przekąsem polska narciarka.

27-latka z Kasiny Wielkiej w swojej karierze osiągnęła praktycznie wszystko, ma złoto olimpijskie, jest podwójną mistrzynią świata z Liberca (2009), tuż przed igrzyskami triumfowała w morderczym cyklu Tour de Ski, a w poprzednim sezonie sięgnęła po Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Za miesiąc dorzuci pewnie kolejną. Druga w klasyfikacji Petra Majdić po upadku w Vancouver najprawdopodobniej nie wróci już na trasy. A przewaga Polki nad trzecią Finką Aino-Kaisą Saarinen to 586 punktów.

– Myślę, że ten medal dla mojej dalszej kariery nie będzie miał znaczenia. Jestem już mistrzynią świata, miałam już wszystko, co chciałam w biegach narciarskich mieć, więc będę teraz dalej trenować i zobaczę, co z tego wyniknie. Motywacji mi nie zabraknie. Mam taki charakter, że raczej analizuję wszystko w kategoriach „trzeba coś zrobić, i koniec” – zapewniła. A więc w Falun po prostu Kryształowa Kula musi być, i koniec...

czytaj dalej

Wspaniałych sukcesów by nie było, gdyby nie współpraca z Aleksandrem Wierietielnym. Białorusin z pochodzenia, urodzony w Finlandii w obozie przejściowym, który od 1991 r. ma polskie obywatelstwo, odkrył talent Polki w 2000 r. – Czy była wyjątkowa? Inne nie były po prostu w stanie wytrzymać morderczego treningu – mówił później o swojej podopiecznej.

Do Soczi raczej się to nie zmieni. Ten znakomity duet, który na przygotowania do igrzysk w Vancouver otrzymał dodatkowy 1 mln zł, już myśli o przyszłorocznych mistrzostwach świata w Oslo. W jaskini lwa chcą się bowiem zrewanżować m.in. Marit Bjoergen za porażki w sprincie i biegu łączonym.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to dzięki Kowalczyk i Małyszowi igrzyska w Vancouver, okazały się najlepsze w historii. Na 14 zdobytych medali od 1924 r. 6 wywalczono w Kanadzie. Trzy z nich dzięki Justynie. – Ten złoty medal przyćmiewa wszystko, te niepowodzenia wcześniejsze w niektórych dyscyplinach. Gdybym dziś miał wystawiać ocenę, to postawiłbym całej naszej reprezentacji piątkę. W sześciostopniowej skali. Jeden za wszystkich, wszyscy na jednego – mówił Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj