Jeśli Brazylijczyk ma takie podejście, że chodzi mu tylko o promocję, o występ w jednym konkretnym turnieju, to nie dawałbym mu powołania. Jeżeli zaś identyfikuje się z Polską, chce w niej żyć i jest w niej zakochany, to trzeba tę sprawę poważnie przemyśleć.
Z Olim to była zupełnie inna sytuacja niż z Rogerem. On wystąpił o obywatelstwo, gdy jeszcze nie był znanym piłkarzem, a początkującym ligowcem. Już wtedy lubił nasz kraj -- Polska dała mu pierwsze pieniądze, mieszkanie, wielu przyjaciół, więc nic dziwnego, że Emmanuel pragnął stać się jej częścią.
Oczywiście, że nie! Idea, by występował w kadrze, zrodziła się, gdy jego papiery od dawna leżały w Kancelarii Prezydenta i czekały na akceptację. Polonia zdobyła mistrzostwo i puchar, Oli radził sobie wówczas znakomicie, więc pomyślałem: a dlaczego by go nie wypróbować?
Nie użyłbym aż tak mocnego słowa. Ale lubił Polskę. Zachwycał się naszą kulturą, choć nie chodził do teatrów czy muzeów. Uwielbiał podróżować po dużych miastach, nie zrażał się do Polaków, nawet gdy jacyś źli ludzie go wyzywali.
Nie jestem. Mistrzostwa Europy to nie Liga Mistrzów, a Polska to nie klub, który dokonuje wielu transferów. Obecnie widzę w naszej lidze kilku zawodników, którzy jeśli tylko będą w formie, mogą stanowić wartościowy skład reprezentacji. Weźmy takiego Mauro Cantoro. Facet ma polski paszport, dobrze zna język, jego dzieci czują się bardziej Polakami niż Argentyczykami, zastanawia się, czy nie osiąść tu na stałe. Taki gość ma prawo grać w reprezentacji. A Roger? Jeśli udowodni, że naprawdę zależy mu na naszym kraju, to można o nim pomyśleć. W każdej innej sytuacji dajmy sobie z nim spokój. Kadra to nie jarmark.