Lepiej nie pytaj. Tragedia! Sam (Colonna – trener Polaka) tak mnie goni, że ledwo zipię. Ale najważniejsze, że żyję!
Zaraz ty dostaniesz... A tak poważnie, wolę to niż nic nie robienie. Stare kości bolą jak cholera, ale lubię zapieprzać. I mam po co.
Powoli, najpierw muszę wygrać z Austinem. Teraz myślę tylko o tej walce. Mam sparingpartnera, który ostro mnie goni po ringu. Sam dokłada swoje. Pracuję ciężko, bo wiem, że Austin to nie byle kto. Do walki już niedużo czasu, a przede mną sporo roboty.
To wielki murzyn. Chce tak samo wygrać jak ja. Kiedyś już bił się o mistrzostwo świata (przegrał w II rundzie z Władymirem Kliczko – red.), więc potrafi boksować. Wie, że jak przegra, to będzie po nim. Ale ja mam większą motywację, bo jak go pokonam, to potem czeka na mnie Wałujew.
Kiedyś byłem słabszy. Teraz czuję się jakbym miał dwadzieścia lat mniej. Chyba jestem bardziej wyluzowany. Co miałem przegrać, to przegrałem. Czas wreszcie zdobyć prawdziwy pas.
... człowieku, to jest półpasiec, a nie pas.
Przede wszystkim muszę pokonać Austina, a przy tym uważać, by nie stracić za dużo sił. Bo będą potem potrzebne na tego ruskiego wielkoluda.
Przed czasem to mogę z tobą wygrać. To jest boks, waga ciężka, wszystko jest możliwe. Nic się nie da przewidzieć.
Kiedyś biłem się co trzy tygodnie i wygrywałem. Ok, to było na początku kariery, ale nadal mogę to zrobić. Sam coś wymyśli. Tak mi przygotuje treningi, że złapię formę najpierw na Austina, a potem na Wałujewa.
Może wie, że nie przegrałem ani z Ruizem, ani z Byrdem i chce bym wreszcie dostał to, co mi się należy. „Dziadek” obiecał mi walkę o mistrzostwo świata i dotrzymał słowa. Teraz muszę tylko wyjść do ringu i wygrać. Powiedziałem kiedyś, że tylko marzenie o mistrzowskim pasie trzyma mnie przy boksie. Wszyscy mi mówią: „rzuć to, idź na ryby”. A ja nie chcę. Ryby to nuda. Wolę boks.
Przestań mnie już męczyć. Wystarczy, że Sam to robi. Kończę, bo muszę iść na trening.