Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kiedy zdobędę tytuł, wszystko będzie prostsze"

10 grudnia 2008, 00:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Jak przegram? Nie biorę tego pod uwagę. Gdybym tak myślał, to znaczyłoby, że się boję" - mówi DZIENNIKOWI Tomasz Adamek. Polski pięściarz już w czwartek wyjdzie na ring, by walczyć ze Stevem Cunninghamem o pas federacji IBF.

Dzisiaj walczy się w różnych miejscach. W USA, w Polsce, ostatnio modne są Chiny. Wiadomo, że na swoim ringu walczy się pewniej.

Jak u siebie. Wiem, że będzie dużo polskich kibiców. Żona też powinna być, choć nie wiem, z kim wtedy zostaną córki.

Umiejętność klinczowania. Wykorzystywał to w większość walk. Klincz jest męczący. Ja wolę walczyć w dystansie, potrafię szybko ruszać się na nogach i będę chciał to w czwartek wykorzystać.

Wydaje mi się, że on nie ma jakiejś super kondycji i w drugiej części walki zwalnia. Słyszałem, że ma problemy z wagą. Może to jest przyczyna?

Patrząc na walki Mormecka z Bellem mogło się wydawać, że Bell mnie „zje” najpóźniej w drugiej rundzie. A było zupełnie inaczej. Zobaczymy, jak Cunningham będzie sobie radził z moim stylem. On z kimś takim ja nigdy nie walczył. Cunningham nie ma mocnego ciosu. On raczej zamęcza rywala. Ale ja chcę walczyć swoje. Szybkość, szybkość i jeszcze raz szybkość. Trener Gmitruk mówił nawet, że jestem szybszy niż w czasach, gdy walczyłem w niższej kategorii. To dlatego, że już nie muszę zbijać wagi. Poza tym dzięki temu mam czym przyłożyć. Bokserzy, którzy ze mną sparowali coś o tym wiedzą.

Pewnie, że tak!

Ja się cieszę z tego, co mam. I liczę na to, że po czwartkowym zwycięstwie moja kariera ruszy do przodu.

Bo ciągle nie jestem mistrzem. Kiedy już zdobędę pas, powinno być łatwiej.

Zobaczymy. W USA rywali wybierają telewizje. Jeśli będą chciały, żebym bił się z kimś z wagi ciężkiej, to w porządku. Trochę przytyję i wszystko będzie w porządku. Zresztą sparuję z ciężkimi i daję sobie radę. Jeżeli będzie taka możliwość, to chętnie spróbuję, choć nie chcę walczyć z jakimś olbrzymem. Moje gabaryty są, jakie są.

Raczej nie. Do Polski przyjedziemy troszeczkę później. Na święta jedziemy do Lake Placid na narty. O kontuzje się nie boję, bo jeżdżę ostrożnie. Zresztą, już tak mam, że za co się nie wezmę, to robię to dobrze.

Jak przegram? Nie biorę tego pod uwagę. Gdybym tak myślał to znaczyłoby, że się boję.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj