Dziękuję, w porządku. Noga goi się idealnie i po operacji nie ma już prawie śladu. Za kilka dni będę gotowy do gry. Od tygodnia biegam i ćwiczę na siłowni.
Atroskopia to nie jest jakaś poważna operacja. Wiadomo, że zawsze może się przydarzyć jakieś nieszczęście czy błąd, ale szanse na to były w tym przypadku naprawdę minimalne. Celtic
oddał mnie zresztą w ręce fachowców. Operowany byłem w nowoczesnej klinice w Dublinie, jednej z lepszych - jeśli nie najlepszej - w Wielkiej Brytanii. Wszystko było dopięte na ostatni guzik -
nie tylko jeśli chodzi o samą operację, lecz także o pobyt w klinice. Na pewno nie można się tam nudzić.
A właśnie, że nie. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, zagram już cztery dni wcześniej, z Gretną.
Tak, na Rangersów czekam z niecierpliwością. To jeden z najważniejszych meczów Celtiku w tym sezonie, tym bardziej, że gramy u siebie. W Polsce być może trudno zrozumieć jak wielkie
ciśnienie powstaje podczas Old Firm Derby. Tego nie da się z niczym porównać. Mam nadzieję, że wygramy, bo na święta zrobiło się tak jakoś nieprzyjemnie. Teraz strata punktów z
Hibernianem, wcześniej porażka z Inverness...
A co mogę szykować? Jedynie kilka dobrych zagrań.
Niczego nie planuję. Zaplanowane akcje z małym scenariuszem będę przeprowadzać, kiedy już będę odchodził z Celtiku.
Nie interesuje mnie co kto mówi i pisze. Osoby, które mnie znają wiedzą najlepiej jak jest. Jeśli coś robię, robię to prosto z serca, a nie pod publikę. Mimo tych głosów nadal robię i
będę robił to, co będę uważał za stosowne. Zawsze się żegnałem i zawsze będę się żegnał, czy to na Ibrox Park czy w Wodzisławiu. Nie ma znaczenia z kim gramy.
To jest bardzo typowe dla tego kraju. Szkocja nie jest duża, ale na pięć milionów mieszkańców cztery kojarzą cię z nazwiska, czy twarzy. Tu właściwie wszyscy żyją piłką nożną - nie
sądzę, bym spotkał się z czymś takim w innym kraju. Doprawdy trudno tu coś zrobić bezszelestnie, tak by zaraz gdzieś o tym nie usłyszeć.
Błagam, nie wałkujmy tego tematu, to było kilka miesięcy temu. Zgadza się, zapytał.
No nie wiem. Mnie się wydaje, że jestem całkiem normalny i nie mam pojęcia skąd się biorą inne opinie.
Nic mi o tym nie wiadomo. Na razie przed nami Barcelona. Chociaż kto wie, czy właśnie spotkanie z Katalończykami nie będzie ostatnim w mojej karierze...
Kiedyś, gdy byłem bardzo młodym człowiekiem, złożyłem pewną deklarację. Powiedziałem, że jak puszczę w jakimś meczu siedem goli, to dam sobie spokój z piłką...
Mówiąc już poważnie - absolutnie nie zamierzamy się poddać! To będzą ważne i ciekawe mecze.
Bo ja po prostu jestem dobrym agentem. Jak wiadomo sam jestem sobie menedżerem, więc muszę sobie jakoś radzić. Staram się.
Kto wie, może podpiszę nową umowę!
No jak to z kim, z Celtikiem (śmiech).
Nigdy nie mówiłem, że chcę zmienić klub zimą, ale powiedzmy, że nie chcę wybiegać za daleko w przyszłość...
A właśnie, że nie tak brzmiały moje słowa. Dokładnie zacytowała je polska prasa, a do Szkocji dotarły już zniekształcone. Powiedziałem, że nie chciałbym rozstawać się z Celtikiem w
taki akurat dość smutny sposób. Grając w Celtiku jestem w miarę szczęśliwym człowiekiem i nie muszę szukać czegoś na siłę. Co będzie, to będzie.
Otóż to. Cieszę się, że zagramy z moim ulubionym zagranicznym klubem, ale bez przesady - nie myślę o tym non-stop. Trochę tych ważnych meczów już rozegraliśmy - z Manchesterem United, z
Milanem. Powiedzmy sobie szczerze - dla nas priorytetem jest liga szkocka i mistrzostwo, zaś Liga Mistrzów to pewien bonus. Wiadomo, że faworytem w starciu z nami pozostaje Barcelona, ale dlaczego
nie mielibyśmy zrobić niespodzianki?
Szczególnie wieczorami. Z nudów obgryzam paznokcie.
No powiedzmy... Wiadomo, że zakład był wygrany z góry.
Sześć miesięcy już chyba minęło, od kiedy założyliśmy się z Kasią... A tak w ogóle, to przełożyliśmy zakład na przyszły rok.
Jak mawia staropolskie przysłowie - gość w dom, Bóg w dom. Przyjeżdża do nas moja rodzina - tata z siostrami. Rodzice Kasi nie mogli niestety zostać na wigilii - odwiedzili nas kilka dni temu,
podzieliliśmy się opłatkiem. Choinkę już ubraliśmy, tradycyjne dania też będą.
Pewnie igieł, które z czasem spadną z choinki. Jak co roku Świętym Mikołajem będę ja, bo przecież mam odpowiednie krągłości, a ostatnio nie trenowałem, to już w ogóle (śmiech).
Również w Glasgow. Nie da rady nigdzie wyjechać, bo Sylwestera przypada akurat na porę między meczami z Gretną i Rangers. Na bal się nie wybieramy - ponownie gościć będziemy bliskich z
Polski, tym razem mojego brata z rodziną. Posiedzimy w domu, pośmiejemy się, a o północy wybierzemy się na dach, obejrzeć pokaz sztucznych ogni. Nowy Rok przywitamy lampką szampana,
oczywiście bezalkoholowego. Kwadrans potem pójdę spać, bo już dzień później czekać mnie będą wielkie derby Glasgow!