Dziennik Gazeta Prawana logo

Hołowczyc: Chcę wygrać ten rajd

2 stycznia 2008, 05:32
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Hołowczyc Interesuje mnie tylko jedno miejsce, pierwsze
Hołowczyc Interesuje mnie tylko jedno miejsce, pierwsze/Inne
Do czterech razy sztuka. Krzysztof Hołowczyc leci dziś do Lizobony, gdzie w najbliższą sobotę wystartuje w Rajdzie Dakar. "Hołek jechał w nim już trzykrotnie. Niestety bez sukcesów. Tym razem ma być inaczej. "Interesuje mnie tylko jedno miejsce - pierwsze" - mówi DZIENNIKOWI Hołowczyc.


Przypomina mi się taka scena z tego rajdu – wchodzę w śpiwór i próbuję zasnąć. Ale słyszę jakiś chrobot. Zapalam światło, ostrzy mi się wzrok na ścianę z założenia białą, a tam mnóstwo karaluchów i dwie wielkie jaszczurki, które je otaczają. Co chwilę słyszę jakiś chrzęst, gdy dopadną zdobycz. Mam jeszcze dwie godziny snu i próbując zasnąć, myślę sobie: jest dobrze, są jaszczurki, to znaczy, że nie ma węży. Gdy kończę ten rajd, mówię sobie, że już tu nie wrócę, bo jestem przecież normalnym gościem. Ale z czasem znów zaczynam myśleć o Dakarze. Cóż, człowiek zwykle pcha się w takie miejsca, gdzie wie, że będzie bardzo ciężko.


Czasami byłem tak zmęczony, że nie mogłem podnieść ręki. Na trasie marzyłem tylko o śnie, a miałem przed sobą kawał drogi. Zdarza się, że niektóre załogi, nie będąc w stanie dojechać do mety, wyciągają na środku pustyni śpiwory i śpią. Dopiero na drugi dzień kończą etap. To jest koszmarny rajd.


Kiedyś po każdej straconej minucie wydawało mi się, że to koniec. Ale na Dakarze pośpiech nie jest wskazany. Tam każdemu przytrafiają się przygody i ten, który ma ich mniej, zwycięża. Dlatego ja w tym roku planuję pojechać zdecydowanie wolniej. Nieraz w rajdzie zwyciężali ludzie, którzy nie wygrali żadnego odcinka specjalnego. Ja też nie zamierzam szarżować, co nie znaczy, że nie chcę zająć wysokiego miejsca.


Tylko jedno miejsce jest dobre - pierwsze. Każde inne oznacza kompromis. Kiedyś powiedziałem, że chcę ten rajd wygrać i swojego zdania nie zmienię, choć wiem, że na razie brakuje nam trochę do czołowych zespołów. Fabryczne teamy są doskonale przygotowane logistycznie. Po każdym etapie rozbierają samochód całkowicie. My nie mamy takich możliwości. Mój Nissan Navara to bardzo dobry samochód, ale mam świadomość, że nie posiadam pięciu zapasowych skrzyń biegów czy dziesięciu zawieszeń.


Zdecydowanie. Nie miałem wprawdzie szczęścia w poprzednich latach, ale jestem bardzo dobrze przygotowany i tym razem pech powinien mnie ominąć. Pracuję z psychologiem, by wbić sobie do głowy, że nie jadę do końca odcinka specjalnego, lecz po to, by dojechać do końca rajdu. Gdzieś w głowie musi majaczyć ta plaża, na której będę świętować ukończenie rajdu. Mam sporo doświadczenia. W poprzednich latach zdarzały się etapy, gdy byłem w pierwszej dziesiątce. Po drodze wyprzedzałem 50 samochodów. Teraz wiem, że to była głupota. Byliśmy wysoko w klasyfikacji generalnej i wszystko straciliśmy. Najlepsze miejsce na etapie, siódme, osiągnąłem, gdy jechałem bardzo grzecznie, bo myślałem, że mam jakiś defekt, bez napięcia, bez szarpania, bez zbędnych skoków.


Po przyjeździe na metę zapadam w półgodzinną drzemkę. Pracuję nad tym, by potrafić zasypiać w każdych warunkach. Maksymalna regeneracja jest najważniejsza. Później masażysta, solidny posiłek, przygotowanie sprzętu na następny dzień. Wszystko musi być uporządkowne, by nie wpaść w bałagan, bo to tylko dodatkowo męczy. Bardzo trudno wytrzymać to wszystko psychicznie. Z dnia na dzień człowiek jest coraz bardziej zmęczony, wszystko przychodzi z coraz większym trudem.


Naszemu zespołowi będzie pomagać doktor Robert Śmigielski. Nakłuje ucho, pobierze krew i po godzinie będzie wiedzieć, jakie płyny przygotować na trasę. Chcemy też zastosować namiot tlenowy, który przyda się zwłaszcza w drugiej połowie rajdu, gdy organizm będzie już wycieńczony. Po oesie kładziesz się na pół godziny do takiego namiotu, łykasz tlen i wstajesz w pełni sił.


Powiedziałem, że muszę skończyć Dakar, że mam kontrakty. To jest mój świat. Od 30 lat jestem w tym sporcie, robię to, co kocham. Koledzy podeszli do tego ze zrozumieniem. Ważne jest, żebym był na miejscu podczas tych kluczowych głosowań. Nie jestem politykiem. Rajdy to jest mój świat. Ale na szczęście nawet w Strasburgu spotkałem kogoś z mojego środowiska. Świetny rajdowiec Ari Vatanen też jest w europarlamencie. Bardzo ciepło mnie przyjął, na powitanie strzeliliśmy misia, pogadaliśmy o naszych startach. A mój cel jako posła to poprawić bezpieczeństwo na polskich drogach. Warmia i Mazury to jeden z najniebezpieczniejszych regionów w Europie. Mam przed sobą wiele do zrobienia.


Z ławy parlamentu łatwo mi się przesiąść w rajdowy samochód. Przez wiele miesięcy przygotowywałem się do tych zawodów i już tylko o tym myślę. Wielu marzy, by stanąć na starcie największego rajdu świata. Sukcesem dla większości jest dojechanie do mety. I ja też o tym marzę, ale to nie wszystko, co chcę osiągnąć w Dakarze.

*Krzysztof Hołowczyc, ur. 4.06.1962 r. Wielokrotny mistrz Polski w rajdach, mistrz Europy z 1997 roku, europoseł z listy PO. W Rajdzie Dakar startował trzy razy – w 2005 roku był 60., w latach 2006–07 nie dojechał do mety

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj