Gdyby pan zobaczył takie dokumenty jakie ja zobaczyłem, to by pan zrozumiał...
A lepiej być skutecznym czy nieskutecznym? Ja uważam, że jako prezes swojego klubu będę bardziej skuteczny, jeśli dostosuję się do reguł gry. I właśnie to robię.
Nadal w piłce przyjaciół nie mam i nie jestem członkiem żadnej grupy, jeśli o to panu chodzi. Po prostu jestem człowiekiem pragmatycznym i wiem, jaka jest moja rola. Zagłębie Lubin to
część spółki akcyjnej. Rolą prezesa jest dbać o jej interes. Muszę robić wszystko, by dobra klubu były jak najmniej zagrożone. I mam nadzieję, że za tydzień - po orzeknięciu kar przez
Wydział Dyscypliny -- okaże się, że mi się to udało. To będzie jeden z efektów mojej pracy. Tak jak wcześniej mistrzostwo Polski, budowa nowego stadionu, przemiana Zagłębia z
prowincjonalnego klubiku w jeden z klubów pierwszej piątki w kraju, o których się pisze i mówi...
Gdzie to się wszystko skończy, to nie wiadomo. Na razie czekam na wyrok, który - mam nadzieję - będzie adekwatny do przewinień. Właśnie to słowo: "adekwatny" jest kluczowe
dla naszych ewentualnych dalszych ruchów.
Na posiedzeniu Wydziały Dyscypliny mieliśmy siedzieć godzinę, a siedzieliśmy chyba dwanaście godzin. Zaproponowaliśmy pewne rozwiązania, które nie brały się z niczego. Pokazaliśmy, jak
ten klub wyglądał kiedyś, a jak wygląda dziś. A na koniec daliśmy sobie słowo honoru, że nie będziemy ujawniać szczegółów przed zakończeniem sprawy. I ja ich nie ujawnię. Chodzi o
wyjątkowo delikatną kwestię - w zasadzie o być albo nie być dla Zagłębia w lidze.
Muszę. Niezręcznie się z tym czuję, język świerzbi, ale muszę...
Proszę mi wybaczyć, ale wierzę w autorytet tego gremium.
Ludzie się nawracają. Niedawno były Święta Bożego Narodzenia...
To znaczy, że ja dojrzałem. Problem pana Bońka polega na tym, że on jeszcze nie widział dokumentów z prokuratury, a ja tak.
Nie, oddzieliliśmy te sprawy. Działamy normalnie, tak, jakby żadna tragedia nie miała nadejść. Jeśli - nie daj Boże - nadejdzie, to wtedy będziemy się martwić.