Doświadczenie mnie nauczyło, że warto czekać do końca. Miałem oferty z Championship, ale posiadam większe ambicje niż druga liga. Dwa i pół roku temu, w ostatnim dniu okienka transferowego,
przeszedłem do wymarzonej Premiership, do Tottenhamu. Teraz znów się udało. Może Bolton, to nie Tottenham, ale dla mnie w sam raz. Cierpliwych los nagradza.
Trochę mu się naprzykrzyłem (śmiech). Gdy był trenerem West Bromwich, czy Nottingham Forest, strzeliłem kilka goli tym drużynom. Megson od dawna mnie obserwował. Jak jesteś świetny w jednym
meczu, a kiepski w pięciu, to nikt cię nie weźmie do Premiership. Zawsze musisz być dobry. Poza tym mam w Boltonie znajomości - znam Jarka Fojuta, a moim przyjacielem jest szef sztabu
medycznego.
Od lutego mało tam grałem. Latem klubowi zaoferowano za mnie dobre pieniądze, ale nie przyjął ich. Nie byłem tym zachwycony. Szefowie znali moje stanowisko. Ja rozumiem, że musi być rotacja,
ale bez przesady. Rozstaliśmy się jednak w zgodzie. Nic nie robiłem za ich plecami, przez cały czas byli w kontakcie z moim menedżerem. W czwartek pożegnałem się z kolegami z drużyny. Marek
Saganowski mi pogratulował. To wcale nie jest tak, że się cieszy z mojego odejścia. Owszem, rywalizowaliśmy, ale tak naprawdę graliśmy na różnych pozycjach.
Trochę szkoda. Jeszcze nie wiem, co zrobię ze swoim domem pod Southampton. Może go wynajmę? W Boltonie przez jakiś czas pomieszkam w hotelu. Zadbają tam o mnie. Wczoraj miałem zbiórkę w
nowym klubie. Porozmawiałem z zawodnikami i trenerem. Podobno mam się znaleźć w meczowej "18" na sobotni mecz z Reading.
To szansa dla mnie. Nie będę drugim Anelką, broń Boże, ale będę starym dobrym Rasiakiem. Nie mogę się doczekać pierwszego gola w Premiership. Już raz strzeliłem, Liverpoolowi, ale mi nie
uznali. Czas się odegrać. Jeśli chcę jechać na Euro, muszę zacząć strzelać gole. Nie z karnych i nie z dobitek z metra (śmiech).