Piłkarze, którzy tak pięknie grali w eliminacjach, nie mogli zapomnieć przecież, że potrafią to robić. A jednak w meczu z USA dziesiątki razy odnieść można było wrażenie, że są zlepkiem ludzi, który po raz pierwszy się zobaczyli. Poza paroma wyjątkami - solidnym Dariuszem Dudką czy błyskotliwym Radosławem Matusiakiem? wyglądali dokładnie tak samo, jak w pierwszym poważnym meczu pod wodzą Beenhakkera, z Finlandią w Bydgoszczy - pisze "Fakt".
"Bardzo to bolesny, ale tylko incydent. Jeden przegrany mecz, nawet wysoko i po bramkach straconych ze stałych fragmentów gry, nie może zburzyć zaufania do piłkarzy i wiary w ten zespół. Tonowałem optymizm po wygranej 2:0 z Czechami w lutym na Cyprze, więc teraz nie będę popadał w dramatyczny ton po przegranej z Amerykanami" - sprytnie tłumaczył Beenhakker.
Holender powiedział też rzecz bardzo istotną: "Naszą drużynę ciągle stać na zwycięstwa, na sukcesy, ale spotkanie z USA udowodniło wszystkim, że nie będzie o nie tak łatwo, jak mogło się niektórym wydawać..."
Dał więc do zrozumienia, że niektórzy z jego piłkarzy zbyt szybko uwierzyli we własną moc. A przecież sam wiele razy im powtarzal: Keep your feet on the ground, czyli "stąpajcie twardo po ziemi".
W połowie kwietnia Beenhakker poda nazwiska 30 piłkarzy, którzy mają szansę pojechać na Euro 2008. Do selekcji ostatecznej, czyli 28 maja, zostały dwa miesiące. Do tego czasu kilku piłkarzy musi przestać żyć przeszłością. Eliminacje do mistrzostw Europy były, ale minęły. Pora przestać śnić o pięknych starciach z Portugalia i Serbią. Trzeba zapomnieć o wygranej z Czechami. W innym przypadku nasza przygoda z Euro skończy się tak, jak w przypadku dwóch ostatnich mundiali. Na awansie.
- nie bronił tak pewnie jak zawsze. Trzeci gol to katastrofa. Był wolny i źle się ustawiał. Brak mu było pewności siebie, z której słynie.
- zbyt chaotyczny. Dotychczas straszył rywali, tym razem nikt się go nie bał.
- za wolno, za późno, za daleko. Za długo na boisku.
- jak się długo nie gra w klubie, to jednak to widać...
- chaotyczny, słaby w destrukcji, nieprzydatny w ofensywie. Bez sensu.
- dajmy sobie spokój. Za słaby na Herthę, dobry na kadrę?
- a ostatnio tak dobrze grał...
- znalazł klub, w którym regularnie gra, ale w kadrze bez zmian. To nie jest dawny "Żuraw".
- własny stadion, miejsce w składzie od pierwszej minuty - wszystko przemawiało za nim. "Wiem, że zagrałem słabo" - przyznał. Dobre i to.