Kierowcy Formuły 1 z niecierpliwością czekają na Grand Prix Singapuru i chcą przygotować się do tego wyścigu jak najlepiej. Niestety, nie wszyscy mogą. Podczas gdy Lewis Hamilton i Felipe Massa ćwiczą na symulatorach, Robert Kubica o takiej pomocy może tylko pomarzyć. BMW skąpi pieniędzy na to urządzenie i polega na instynkcie swoich kierowców.
BMW nie chce inwestować w symulatory. "Informacje otrzymane od naszych kierowców sugerują, że nie powinniśmy podejmować takiej inwestycji" - tłumaczy się dyrektor Saubera Mario Theissen i dodaje, że te urządzenia są za drogie. "To dwucyfrowa liczba w milionach euro. Poza tym symulator wymaga nieustannych nakładów finansowych, bo trzeba aktualizować jego oprogramowanie" - ujawnia.
Theissen utrzymuje, że kierowcy BMW wolą poznać tor na miejscu. "Przejadą go na rolkach albo skuterem, zanim wsiądą do samochodu" - proponuje, a cytuje go "Sport".
Miejmy nadzieję, że to oszczędzanie nie zakończy się klęską Kubicy i Heidfelda w Singapurze.
>>>Mimo wszystko Kubica mówi, że będzie walczył do końca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|