Dziennik Gazeta Prawana logo

Heidfeld stoi murem za Kubicą

5 listopada 2007, 23:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nick Heidfeld stanął w obronie Roberta Kubicy. "Obejrzałem jego pechowy pit stop z Monzy w telewizji. Wydaje mi się, że Robert nie popełnił błędu" - mówił DZIENNIKOWI niemiecki kierowca BMW Sauber.

Heidfeld usiadł na krześle przed konferencyjnym stole po turecku. Widać, że przed wyścigiem o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps humor mu dopisuje. Z chęcią odpowiadał na pytania dotyczące Kubicy.

"Pit stop Roberta był bardzo dziwny. Chyba nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego. Po wyścigu tylko słyszałem, że podobno źle wjechał na stanowisko, pod kątem. Potem obejrzałem to w telewizji. I nie wydaje mi się, by Robert zrobił jakiś wielki błąd" - twierdził Heidfeld. "Wytłumaczenie jest jedno, takie rzeczy się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać".

Heidfeld przyznał, że po ubiegłotygodniowym wyścigu na Monzy trudno myśleć o miejscach na podium. "Cóż, teraz jest jasne, że McLaren i Ferrari cały czas bardzo mocno pracują nad ulepszeniem tegorocznego samochodu. Nie zagrozimy im, więc skupimy się na pracy nad bolidem na przyszły sezon. Ale iskierka nadziei jest, skoro mnie udało się wywalczyć w tym roku podium. Nigdy nie powiem, że powtórka jest niemożliwa. Przed nami cztery wyścigi, cztery szanse. Jeżeli będziemy naciskać, a któryś bolid McLarena lub Ferrari nawali, wykorzystamy szansę. Albo ja, albo Robert. Niestety, potrzebujemy pecha rywali".

Tak samo jak Heidfeld oceniał przebieg rywalizacji Kubica, który uczestniczył wczoraj w oficjalnej konferencji prasowej FIA. Jeszcze w Monzy przyznał, że Ferrari i McLaren są poza zasięgiem, nawet na torach odpowiadających BMW Sauber. "Niektórzy się łudzili, że możemy ich pokonać, niestety, rzeczywistość jest inna" - tłumaczył.

Z kolei fiński kierowca zespołu ING Renault Heikki Kovalainen ostrzega Kubicę, że bardziej powinien uważać na niego, niż mierzyć się z Ferrari. "Nasza strata do czołówki jest ogromna, ale nikt nie zamierza odpuszczać. A już na pewno nie ja. Walczę w każdym wyścigu i tak będzie aż do zamknięcia sezonu w Brazylii. Na pewno Robert Kubica i Nick Heidfeld cały czas muszą na nas uważać" - odgrażał się Fin.

Na konferencji zapytano kierowców o ich opinię o wojnie w Iraku. Wszyscy popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. Kubica miał pecha, to jego wywołano do odpowiedzi. "Jestem kierowcą F1, nie wydaje mi się, bym musiał odpowiadać na to pytanie".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj