Stoch, który ma dorobku trzy złote i jeden brązowy medal olimpijski, z Zhangjiakou wróci z pustymi rękami. W indywidualnych konkursach był szósty na normalnej skoczni i czwarty na dużej, a w poniedziałek wraz z kolegami zajął szóste miejsce w drużynówce.

Reklama

Szkoda, że stać nas było tylko na to szóste miejsce. Mając w drużynie trzech mistrzów świata i Pawła (Wąska - przyp. red.), który jest na dobrej drodze do tego, żeby być jednym z najlepszych w tej dyscyplinie, mogliśmy walczyć o ten medal. Coś w tym sezonie idzie nie tak i dzieje się wiele rzeczy niezależnych od nas, które mają wpływ na to, jak skaczemy - ocenił.

Poniedziałkowe zawody przebiegały w trudnych warunkach, przy powiewach wiatru, które prowadziły do przerw, a także przy odczuwalnej temperaturze sięgającej 30 stopni poniżej zera. Szczególnie w pierwszej serii Stoch długo czekał na swoją kolej, bo wiatr wstrzymywał jednego z rywali przed nim.

Tam na górze nie było jakoś bardzo zimno. Jest system grzewczy, choć przy tych temperaturach on się za bardzo nie sprawdza, ale podniesie temperaturę o te dwa, trzy stopnie - dobre i to. Dało się odczuć mróz, po wylądowaniu w ogóle nie miałem czucia od połowy palców - relacjonował.

Reklama

Była powtarzalność na dużej skoczni

Stoch ocenił, że oddał w poniedziałek prawie takie same skoki jak dwa dni wcześniej w konkursie indywidualnym.

Reklama

Dzisiaj praktycznie powtórka z rozrywki - identyczny dzień, identyczne skoki, wszystko to samo. W drugiej serii też drobny błąd, ale wycisnąłem z tego wszystko, co się dało - podkreślił.

Po sobotnich zmaganiach, gdy do brązowego medalu zabrakło mu niewiele ponad czterech punktów, z dziennikarzami rozmawiał ze łzami w oczach.

Trochę mi było głupio na drugi dzień, że tak mi puściły emocje przy ludziach, w takim momencie, gdy wszyscy to widzieli. Widocznie tak musiało być. Uzbierało się tego wszystkiego aż nadto i musiało gdzieś ujść. Dobrze się stało, bo wczoraj mogłem odpocząć, zebrać się. Absolutnie nie umniejszyło to mojej miłości, mojego zapału do skakania - zapewnił.

"Zrobiłem wszystko, co się dało"

Do igrzysk przystępował świeżo po zaleczeniu kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji na kilka tygodni.

Ten sezon doświadczył mnie w taki sposób, że przyda mi się to i w życiu sportowym, i w życiu prywatnym. To, co przeżyłem w ciągu ostatnich ośmiu dziewięciu tygodni, na pewno będzie miało jakiś wpływ na mnie - uważa.

Stoch zdobył dwa złote medale w Soczi, a trzeci dołożył w Pjongczangu. Wówczas wywalczył także brąz w konkursie drużynowym. Tym razem na podium nie stanął.

To pod każdym względem najtrudniejsze igrzyska. Sporo problemów technicznych, musiałem się zmagać z przeciwnościami na treningach, najlepsze skoki wychodziły w zawodach. Warto było się męczyć. Nie mam sobie nic do zarzucenia, ale chciałem wywieźć z tych igrzysk coś więcej, coś namacalnego. Wywożę dużo doświadczenia i pełne przekonanie, że zrobiłem wszystko, co się dało. Wykonałem tutaj robotę taką, że nie dało się lepiej - zaznaczył 34-letni Polak.

Co z igrzyskami za cztery lata?

Unikał odpowiedzi na pytanie, czy wystartuje jeszcze za cztery lata w igrzyskach w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.

Nie chcę o tym mówić. Przede mną są jeszcze wyzwania w tym sezonie, o tym tylko myślę teraz. Nie chcę mówić, czy coś się skończyło, czy nie - uciął.

Poniedziałkowy konkurs zakończył zmagania na olimpijskiej skoczni w Zhangjiakou. Igrzyska potrwają do niedzieli.