Jacek Bąk: Nie jestem specem od haseł reklamowych. Mamy solidny zespół i w dobrym dniu potrafimy napsuć krwi najlepszym. Coś możemy ugrać w tej Austrii.
Tego nikomu nie zagwarantuję, bo banki też dają gwarancje, a później ludzie mają z tym kłopoty.
Chciałbym, byśmy wyszli z grupy. Czy będziemy Grecją, Japonią czy jeszcze kim innym to nie ma znaczenia. Osiągnijmy najpierw cel minimalny -- awans do kolejnej rundy. Mam za sobą dwa duże turnieje czyli mistrzostwa świata, które kompletnie nam nie wyszły. Na koniec kariery pora zrobić krok do przodu.
Nie. Mam 35 lat i wystarczy. Pora ustąpić miejsca młodzieży, perspektywicznym piłkarzom, a nie na siłę śrubować bilans meczów w kadrze.
Pamiętam jak tak sobie żartowaliśmy. Powtarzam -- wyjdźmy z grupy. Na razie nie myślmy o półfinałach i finale.
Będę do dyspozycji, jeśli forma będzie dopisywać. Ale musiałaby pojawić się taka awaryjna sytuacja. Przecież na środku obrony zastąpić mnie mogą: Dudka, Jop, Radomski czy Kokoszka. Nie ma ludzi niezastąpionych.
Choćby Adam Kokoszka. Ale młodzi potrzebuję ukierunkowania, podpowiedzi, ogrania. Adam musi jak najwięcej występować. Ma 22 lata i nie może sobie pozwolić na tracenie czasu na ławce w klubie. Najlepiej, gdyby ci młodzi wyjechali szybko na Zachód. Pojechałem do Francji w wieku 21 lat i nawet teraz widzę, że mam zupełnie inne nawyki boiskowe od tych, którzy grali lub grają w Polsce.
Absolutnie! Widzi i słyszy jeszcze lepiej (śmiech). Nie zmienię zdania o fachowości Beenhakkera. Zresztą to, że za moment po raz pierwszy zagramy w mistrzostwach Europy jest najlepszym świadectwem jego klasy. W mojej klasyfikacji najlepszych trenerów z którymi pracowałem zajmuje miejsce w ścisłej czołówce. On po prostu świetnie zna się na futbolu. Są trenerzy, którzy mają duże mniemanie o sobie, ale kiepską wiedzę o piłce. Beenhakker pracował w Realu. W Madrycie nie bierze się trenerów z ulicy.
Spokój! Nie wprowadza nerwówki w drużynie. Nawet, jeśli sam "gotuje" się gdzieś w środku to nie zaraża nas tym. On wie, że chcemy wygrywać. A jak nam nie idzie to nie wrzeszczy, nie bluzga, nie rzuca w szatni butami, bo co to da? Choć czasami potrafi poczęstować ostrym słowem.
Tak, po przegranym meczu 1:5 z Duńczykami za kadencji trenera Pawła Janasa zastanawiałem się czy nie zrezygnować z występów w reprezentacji. Czułem się wypalony, a na dodatek byłem po operacji kolana. Ale przeszło mi.
Słabo nam się grało, później z kolei przegraliśmy z Finlandią i zaczęła się nagonka na Beenhakkera. Zupełnie bezsensowna, bo w miesiąc jeszcze nikt nie zbudował drużyny. Jesteśmy impulsywnym narodem i wszyscy chcieliby, by sukcesy przyszły na pstryknięcie palcem.
Musiało być, bo podkreślam - Leo zna się na piłce, żyje tym, jakby miał ze trzydzieści lat mniej.