Dziennik Gazeta Prawana logo

Mylili się co do Liverpoolu

11 marca 2009, 22:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W styczniu Tom Hicks i George Gillett chcieli sprzedać Liverpool arabskim inwestorom za 500 mln funtów. Ci puknęli się w głowę. Teraz jednak z chęcią wrócili do rozmów. Bo kto by nie chciał mieć klubu, który bez problemu rozbija 4:0 Real Madryt?

We wtorek Królewskim nic się nie udawało. Mieli gorszych napastników niż Stoke City, z którym Liverpool ostatnio bezbramkowo zremisował, gorszą pomoc niż Wigan. A "Myśleliśmy, że Liverpool będzie bronił wyniku z Madrytu. Myliliśmy się" - stwierdził włoski obrońca.

Real oddał trzy strzały na bramkę, Liverpool - 12. Zanim trafił do Realu, był pośmiewiskiem Londynu (prowadził Tottenham). We wtorek śmiał się z niego Liverpool. Królewscy zostali upokorzeni. W drugiej połowie, gdy menedżer Liverpoolu Rafa Benitez przekonał się, że Real nic nie jest w stanie zrobić, zdjął z boiska strzelca dwóch goli Stevena Gerrarda. W jego miejsce wprowadził 20-letniego Jaya Spearinga. Kilkanaście minut później goście stracili czwartą bramkę.

>>>Strzelali w Lidze Mistrzów. Zobacz gole

"Już po trzydziestu minutach, gdy zobaczyłem, jak świetnie gramy, wiedziałem, że awansujemy bez problemu" - powiedział Gerrard. "W drugiej połowie chodziło już tylko o to, aby udowodnić sobie jak bardzo jesteś dobry".

Do upokorzenia Realu walnie przyczynił się również Fernando Torres, który wcześniej grał w Atletico Madryt i za Realem - delikatnie mówiąc - nie przepada. I to tak bardzo, że chciał grać w tym meczu mimo dokuczliwego bólu kostki. "W takich spotkaniach ból jest nieistotny" - powiedział Hiszpan. .

Niestety dla Królewskich zagrał i Real po raz piąty z rzędu odpadł w 1/16 finału Ligi Mistrzów. "To rzeczywiście nienormalne" - dziwi się Cannavaro. Ale czy to rzeczywiście niespodzianka?

We wtorek nie było silnych na Anglików. Do ćwierćfinału awansowała też Chelsea, która z trudem, bo z trudem, ale zremisowała 2:2 z Juventusem w Turynie. Włosi mieli pecha. Prowadzili 1:0, aby tuż przed przerwą stracić bramkę. W drugiej połowie, grając w dziesiątkę, wyszli na prowadzenie, ale jeden kontratak pozbawił ich złudzeń. Chelsea Guusa Hiddinka jest o wiele bardziej cyniczna niż Chelsea Luiza Scolariego.

"Zacząłem pracę w tym klubie kilka dni temu. Nie wiem, jakie wcześniej były tu standardy, ale starałem się wprowadzić do drużyny to, co uważam za międzynarodowy poziom Ligi Mistrzów" - powiedział Hiddink.

Tak więc znów Gianluigi Buffon, być może najlepszy bramkarz świata, nie doczeka się triumfu w Lidze Mistrzów. "Chelsea nie była od nas silniejsza. Po prostu sprawy potoczyły się nie po naszej myśli" - powiedział Buffon w stylu Cannavaro. David Trezeguet przyznał wprost: "Byliśmy naiwni".

Okazało się, że Ale „Koniczynki” przegrały - między innymi przez Polaka, który przy drugim golu dla gości nie upilnował Llorente.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj