Żeby wypowiedzieć się na temat nepotyzmu, musiałbym dokładnie zbadać kwestię zasygnalizowaną w waszym artykule. Na pewno go przeanalizuję.
Jeśli chodzi o sfałszowane wybory, to znam sprawę, ale ze wszystkimi komentarzami i decyzjami wstrzymuję się do momentu ogłoszenia wyroku przez sąd w Szczecinie.
To prawda, że z prezesem Latą dogadujemy się doskonale w każdej sprawie. Także jeśli chodzi o Beenhakkera. Kiedy Lato został prezesem PZPN, powiedziałem mu: był pan wybitnym piłkarzem,
chciałbym, żeby był pan też wybitnym prezesem. Na razie nasza współpraca układa się dobrze. Pan Lato robi wszystko to, o co proszę. Dzięki mnie ma inne zdanie na temat Beenhakkera niż jego
koledzy z zarządu. Cieszę się, że Lato zrozumiał, że warto być niezależnym.
>>>Podejrzane interesy wiceprezesa PZPN
Chciałbym, żebyśmy awansowali do finałów mistrzostw świata w RPA, a potem obie strony powinny się rozejść. Między działaczami a Leo sprawy zaszły już zdecydowanie za daleko. I są to
relacje tak chore, że chyba nic więcej już z tej współpracy nie wyjdzie. Inna sprawa, że PZPN nie potrafił stworzyć odpowiednich warunków do pracy selekcjonerowi obcokrajowcowi. Nie umieli
stworzyć wokół Leo odpowiedniego klimatu. Ale to jest nasz polski problem także w innych dziedzinach społecznych. Mamy mnóstwo dobrych cech, najlepszą na świecie kiełbasę, ale nie mamy
patentu na mądrość i powinniśmy korzystać, kiedy jakiś obcokrajowiec chce się z nami nią podzielić. Szczególnie, że chodzi o człowieka z takimi osiągnięciami jak Beenhakker. Była
szansa czegoś się od niego nauczyć, ale ją zaprzepaściliśmy. Zabrakło wspólnego języka, komunikacji i dobrych chęci.
To normalne, że kiedy rodzi się konflikt, to druga strona z całych sił dąży do rewanżu. Leo odgrywa się przeciwnikom, gra im na nosie. To wszystko owoc tej wojny.