Tak. Na własne życzenie odpadliśmy z tej walki. Przegraliśmy ten tytuł jak frajerzy, bo nawet takiego słowa można tu użyć. Przecież przy tych wszystkich problemach, jakie mieliśmy w rundzie wiosennej, byliśmy liderami na cztery kolejki przed końcem ligi i na pewno ten mecz w Krakowie w dużej mierze zdecydował o tym, że przestaliśmy się liczyć w walce o mistrza.
A co miałem mu powiedzieć? Przecież każdy wie, że Chinyama chciał strzelić tę bramkę. W takich sytuacjach widać po chłopaku, że jest dobity, podłamany, bo zdawał sobie sprawę, że on miał w swoich nogach remis w tym spotkaniu.
Nie sądzę żeby ktoś był zadowolony. Na pewno wszyscy są rozczarowani właśnie tym, że tak łatwo wypuściliśmy z rąk mistrzostwo, kiedy to my mieliśmy na nie największe szanse.
Chcecie się dowiedzieć, czy dalej będę pracować czy nie? To zapytajcie prezesa i on wam powie. Te decyzje zależą nie ode mnie, a od zarządu klubu.
Skuteczności i doświadczenia. Pokazał to mecz z Lechem u nas. W pierwszej połowie powinniśmy strzelić drugą bramkę i wtedy spokojnie kontrolować przebieg spotkania. W drugiej połowie daliśmy szansę Lechowi, którą oni znakomicie wykorzystali. Jak przychodziłem do Legii to popatrzyłem sobie w statystyki, to my w sumie mieliśmy 500 meczów w ekstraklasie, a Wisła miała 1500. To ogromna różnica. Ile bramek strzelili nasi ofensywni pomocnicy? Cztery, trzy, kilku ma dwie. I to jest niedopuszczalne. W półfinale Pucharu Polski z Ruchem mieliśmy sytuacje, ale strzelali rywale. Z ŁKS mamy sytuacje i czekamy, aż sami strzelą sobie swojaka. Przyszły cztery najważniejsze mecze w sezonie i my praktycznie nie potrafiliśmy strzelić bramki. I tu jest problem. W takich meczach gdy się coś decyduje brak nam zimnej krwi, wytrzymania odpowiedzialności za wynik. Przede wszystkim to się złożyło na to, że odpadliśmy z rywalizacji o mistrzostwo.
Ja bym powiedział, że graliśmy nierówno. Mieliśmy wiele momentów bardzo dobrej gry i w tych momentach zabrakło nam właśnie tego, by dobić przeciwnika, jak z Lechem, a później sytuacja nam się komplikowała. Będę się jednak bronił tym, że klub chcący osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej nie może popełniać tylu błędów przy sprowadzaniu zawodników i mieć zbyt wielu młodych, którzy muszą wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za wynik w końcówce sezonu.
Za delikatny na pewno nie jestem. Zawodnikowi zawsze mówię prosto jaka jest sytuacja. Media chciałyby żebym na łamach gazet wyżył się na jednym czy drugim zawodniku, ale tego nie będzie. Jak trzeba to potrafię krzyknąć, ale staram się traktować ludzi tak, jak sam chciałbym być traktowany.
I ja wiem, na kogo trzeba krzyknąć, a kogo pogłaskać.
Jakbym wam to powiedział to tak, jakbym was wpuścił do szatni. Nie mogę tego zrobić.
Nie oszukujmy się. Potencjał Legii jest mniejszy niż Wisły i Lecha, przynajmniej przy kontuzjach, które mieliśmy i przy składzie, jakim dysponowaliśmy w tej rundzie. Bo my, przy tym że mamy kontuzje i jednego napastnika, to... sprzedajemy Wawrzyniaka. Sprzedajemy gościa, który zaczął grać regularnie i jeździ na reprezentację.
Wiedzieliśmy, że drużyna, która chce walczyć o mistrzostwo, nie może pozwolić sobie na to, by grać jednym napastnikiem. Tymczasem zostaliśmy właśnie z jednym napastnikiem i dwoma młodymi chłopakami, którzy stawiają pierwsze kroki w dużej piłce krajowej. Takiej sytuacji nie powinno być. Na to przede wszystkim miała wpływ kontuzja Grzelaka. Kiedy okazało się, że jest ona poważna, zaczęliśmy szukać wzmocnień. Przyjeżdżali piłkarze na próby, ale nie byli to zawodnicy, którzy mogliby nam pomóc.
Paluchowski był pół roku na wypożyczeniu, strzelił 10 bramek, dlatego od razu wrócił do nas. W każdym meczu ma sytuacje, czy w Młodej Ekstraklasie czy w lidze. Niestety nie zawsze je wykorzystuje. To jest młody chłopak, który powinien być u nas czwartym napastnikiem rywalizującym z trzecim, walczyć żeby więcej grać w krajowych pucharach czy wchodzić na końcówki w lidze. W taki sposób wprowadza się młodego chłopa do dorosłej piłki.
No nie dało się...
Powinno być tak, jak w Wiśle gdy odszedł Cleber, a przyszedł Marcelo. Czy to jest zmiana? Tak i to może nawet na lepsze. A nie tak jak u nas się to odbywa, że przychodzi zawodnik, który może być dobrym piłkarzem, ale na dziś gość z Polonii Bytom z 40 meczami w lidze to jest gość, nad którym trzeba pracować, to jest przyszłość. Ostrowski? Przecież to jest debiutant w lidze. Może może grać tak jak Komorowski w Polonii Bytom lub w beniaminku Śląsku. Ale grać w Legii to jest zupełnie inna historia. I gość nie wytrzymał presji, bo przecież wszyscy widzieli jak grał kiedy wchodził . I to mają być wzmocnienia? Pozyskaliśmy ich, bo wierzymy, że mogą być wzmocnieniami. Ale kiedy - zobaczymy. Czy my jako Legia powinniśmy pozwalać na to, że w pewnym sensie się osłabiamy?
Bo nowi piłkarze się nie przyjęli.
Nie.
Tak.
My wszyscy, którzy decydujemy o transferach. My z dyrektorem sportowym Mirosławem Trzeciakiem mamy wszystko wyjaśnione. Natomiast jeśli ktoś będzie oczekiwał polemiki między nami w mediach, to jej nie znajdzie, bo tego nie chcemy.
Nie ma żadnych podstaw, by Radović grał tak słabo, jak gra. Aby pobudzić Radovicia, wskazać mu że nie będzie grał za darmo, musiałem przesunąć na skrzydło Gizę. A co do symulowania to też tego nie rozumiem, przecież to Serb, powinien być twardy. Wychodzi na to, że Rado musi być Bośniakiem (śmiech). Roger po mistrzostwach Europy nie doszedł do siebie pod względem psychicznym. Cały czas myślał o wyjeździe, nie dostał żadnej oferty i musiał zostać. Na pewno nie był tak skoncentrowany na grze w Legii jak powinien.
Posypał się, ale to była kontuzja meczowa. Nie sprawdzimy nigdy czy kolano było już osłabione, czy nie. Praktycznie sam sobie to zrobił - przeciężył kolano i przekręcił na meczu i stąd zaczął się problem.
Nie. Był taki moment, gdy 3-4 zawodników miało problem z mięśniem prostym uda i wydaje nam się, że miały na to wpływ boiska, na jakich graliśmy podczas obozów przygotowawczych. Chodzi głównie o obóz w Niemczech, ale nie jesteśmy meteorologami, żeby przewidzieć, że zima będzie wyjątkowo ostra. Ci, co pojechali do Turcji czy na Cypr narzekali na deszcz i podmokłe boiska. I dlatego runda wiosenna była słabsza, a dobrych ligowych meczów bardzo mało. Wisła zaczęła grać dobrze na koniec, Lech to też nie była ta drużyna z jesieni. I nie było w naszym kraju drużyny, która bardzo dobrze grała - może jedynie Jagiellonia u siebie. Warunki, w jakich trenowaliśmy na początku ligi, były fatalne.
Trzeba lepiej grać. Wszystko zależy od tego, jakim zespołem będziemy dysponować jesienią. Jakie zrobimy wzmocnienia.
No i co? Nie ma pieniędzy to mamy przestać szukać? Trudno. Nie ma pieniędzy, to nie ma.
To, że nie ma pieniędzy na kupno zawodnika nie oznacza, że nie można się wzmocnić. Gwarantuję, że trzy czwarte Europy wzmacnia się zawodnikami z kartą na ręku, bo kryzys odbił się na piłce niesamowicie. Ale to nie znaczy, że można mieć zawodnika dobrego, kiedy się mu dobrze nie zapłaci. Bo on ma kartę na ręku i wybiera - ja chcę tu, tu albo tu. Bo ci są w Europie, ci nie są, ale dają więcej, ci nie wiadomo - w taki sposób myśli zawodnik i takiego zawodnika trzeba wyłowić i przekonać, żeby przyszedł do nas.
To jest robota dyrektora sportowego bo ja choćbym chciał, to nie mogę tyle jeździć i oglądać meczów, przede wszystkim zagranicznych, bo polską ligę znam i wiem, czego się po tutejszych piłkarzach spodziewać. Powiedzmy, że do Legii potrzeba napastnika. Kogo z Polski byście wzięli?
Nowak, tak? Taki napadzior na Legię?
Uzupełnienie, nic więcej. Dla mnie Nowak - oczywiście, wyróżnia się, ale jak jest zdrowy. Nowak to zawodnik bardzo kontuzjogenny, który naprawdę szybko łapie urazy i 2-3 mecze nie gra. A my takiego zawodnika już mamy - to Bartek Grzelak. Wskażcie mi zawodnika z ligi polskiej, który mógłby być rzeczywistym wzmocnieniem dla Legii. Jest taki? Jeśli jest, to gra w Wiśle albo w Lechu. Ewentualnie w Polonii, na przykład Jodłowiec. Ale za niego chcą milion euro.
Ja wtedy nie znałem Roberta. Widziałem jego dwa mecze Znicza Pruszków, w jednym zdobył bramkę, ale poziom był fatalny, a on dobił piłkę z dwóch metrów. Poza tym naprawdę nic się nie działo. Dlatego nie uważam, że popełniłem jakiś błąd. Choć owszem, teraz potem pokazał, że ma bardzo duże umiejętności i chciałbym mieć go w drużynie, czego nigdy nie ukrywałem.
Takie sytuacje zawsze będą się zdarzały. Jest o nich szczególnie głośno, gdy zawodnik rzeczywiście coś pokaże. O tych, którzy się nie sprawdzą nikt nie mówi. Ja mogę natomiast powiedzieć o Rybusie i Borysiuku, którzy zostali kiedyś sprowadzeni do Legii i przebili się do pierwszego składu.
No ale kto mówi, że wypaliły? Klapa totalna! Ci goście nie grają, to nikt nie mówi, że to udane transfery. Nie były udane. Nie zapominajmy jednak, że byli to wolni zawodnicy.
O Frankowskim nie myśleliśmy. Co do Grosickiego odnalazł się w Jagiellonii, ale wcześniej nie radził sobie w przeciętnej drużynie ze Szwajcarii. To, że Grosicki ma przede wszystkim szybkość i drybling na biegu nie oznacza jeszcze, że będzie wielkim piłkarzem. Po prostu mało jest tego typu zawodników w naszej lidze, dlatego on robi takie wrażenie. Natomiast nie jest to zawodnik, którzy odbierze piłkę, powalczy w defensywie, czy strzeli 10 bramek. On może strzelić 5. Podjęliśmy taką decyzję, że jeśli Jagiellonia będzie go chciała wykupić, to go wykupi, jeśli nie - wróci do nas.
Nieprawda, nic nie odpuszczałem. Ktoś napisał, że chytry dwa razy traci, sugerując że ja byłem chytry. Odwrotnie, gdybym grał pierwszym składem z Ruchem i na Wiśle, to sami powiedzielibyście, że chciał zdobyć jedno i drugie, dlatego przegrał i to i to. W tej sytuacji, która wytworzyła się w tabeli - kiedy mieliśmy dwa punkty przewagi w lidze, a w pucharze pierwszy mecz przegraliśmy u siebie 0:1 - musiałem w Krakowie zagrać wypoczętym składem. Przypominam, że to był piąty z kolei mecz grany przez nas co trzy dni.
W klubie wiedzą, co ja myślę na ten temat. Rozmawiałem o tym zarówno z prezesem, jak i właścicielami. Z drugiej strony nie oszukujmy się, dla mnie jako trenera praca w Legii Warszawa to również jest wyróżnienie, nie każdy może tu być. Ale ja rozumiem, że w Legii zawsze wymagania będą największe, nawet choćbyśmy grali juniorami. I sezon bez trofeum zawsze będzie tu sezonem straconym.