Wyrok na trenera Polonii zapadł już kilkanaście dni temu. Niespodziewane zwycięstwa nad Śląskiem 3:2 i niedawne w Poznaniu nad Lechem 4:2 tylko go odroczyły. Wojciechowski, który słynie z
irracjonalnych zachowań, tym razem . Spokojnie czeka, aż Grembocki da mu pretekst.
Jednym słowem obecny szkoleniowiec Polonii utrzyma się na pozycji, tylko dopóki będzie zwyciężać.
Wojciechowski dogadał się już z Franciszkiem Smudą, a warunki pracy zostały spisane. Według bardzo korzystnego dla Smudy kontraktu (milion złoty za sezon, nawet w przypadku wcześniejszego
zerwania umowy) będzie miał do dyspozycji także swoich współpracowników, m.in. drugiego trenera Marka Bajora i dyrektora Zdzisława Kapkę.
Aby Wojciechowski nie wprowadzał swojego planu w życie już teraz, przekonali go Smuda i mający coraz więcej do powiedzenia w Polonii Michał Listkiewicz. "Nie może być tak, że chłop
wygrywa i wyrzuca się go za drzwi. W sporcie najważniejszy jest sukces. Jak jest sukces i wszystko hula, to nie ma sensu tego zmieniać. W tym wszystkim trzeba mieć trochę czucia. Wojciechowski to fajny facet, ale niedługo działa w futbolu i być może dlatego
wcześniej bywał trochę impulsywny w podejmowaniu decyzji" - powiedział DZIENNIKOWI Smuda.
Zapytany, czy już definitywnie zrezygnował z objęcia Polonii, odparł: "W tym zawodzie trzeba być gotowym na propozycję z każdego klubu. Spokojnie czekam. Nie wykluczam, że będę bez
pracy nawet do końca rundy jesiennej. Mam co robić w domu. Naprawiam właśnie stół i robię inne pierdoły, na które nie miałem czasu wcześniej. Dla mnie ta robota jest jak narkotyk, długo bez niej nie wytrzymam" - dodał trener, który nie ukrywa, że wciąż wierzy również w
objęcie reprezentacji Polski.
Według informacji DZIENNIKA wpływowi działacze PZPN wskazali już jako następcę Beenhakkera Stefana Majewskiego, lobby popierające Smudę jest jednak coraz silniejsze. Wśród jego zwolenników
znajduje się m.in. szara eminencja polskiej piłki, szef firmy SportFive Andrzej Placzyński.